sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 23

,,Poszukaj tej dziewczyny we wspomnieniach."

Wiele rzeczy jest dla mnie obcych.Chodzę po domu, oglądam wszystko z dokładnością i czuję, że to nie to samo miejsce co dawniej.Brakuje tu ludzi.Pamiętam śmierć mojej mamy, reszta mojego życia to znak zapytania.
Mój tata będzie miał żonę.To nie jest miłe uczucie.Nikt nigdy nie zastąpi mi mamy.Ta kobieta wydaje się być miła.Opiekuje się mną odkąd wróciłam ze szpitala.Mój tato niestety musiał wyjechać, żeby załatwić kilka spraw.Od kilku dni jestem w domu z obcymi osobami.Zastanawia mnie jakie były nasze stosunki.Moje, narzeczonej taty i jej córki.Akceptowałam ten związek, czy byłam przeciwna temu?
Ostatnio słyszałam jak rozmawiały.Pani Ewa powiedziała, że to jest nowy start.Że utrata mojej pamięci może wszystko zmienić.Nie wiem co oznaczają te słowa, ale jestem pewna, że nie miała niczego złego na myśli.Przynajmniej mam taka nadzieję.
Z rozmowy telefonicznej z tatą dowiedziałam się, że ślub został przełożony ze względu na mnie.Głupio mi, że zepsułam mu taki ważny dzień.4 października zyskam nowych członków w rodzinie.Już nie będę jedynaczką.
Karolina jest wyrozumiała dla mnie.Dużo z nią rozmawiam.Oglądamy razem filmy, plotkujemy o gwiazdach show biznesu.Wszystko wydaje się takie kolorowe.
Dawid.. nadal mam jego bluzę.Nie umiem na nią patrzeć.Od razu przypominają mi się jego smutne oczy.Minął już tydzień.Nie miałam z nim kontaktu.Może teraz jest szczęśliwy z tamtą dziewczyną?Życzę mu tego z całego serca.
Ten weekend mam spędzić z Karoliną.Chce zabrać mnie na zakupy i trochę poszaleć na mieście.Zaplanowała też tajemnicze miejsce do którego mnie zabierze, ale nie chce nic więcej mi powiedzieć.Nie mogę się już doczekać!
- Mirek wróci w poniedziałek rano - zaczęła rozmowę pani Ewa.Spojrzałam na nią znad swojego talerza pełnego jedzenia. - Macie już sukienki na wesele?
- Nie, ale dzisiaj się za czymś rozejrzymy może - powiedziała Karla, podczas, gdy ja napychałam sobie buzie ziemniakami.
- A kiedy wrócę do szkoły? - zapytałam przełykając jedzenie.
- Dopóki nie odzyskasz pamięci będziesz miała domowe nauczanie.We wtorek przyjdzie do ciebie pani na dziesiątą. - Odparła z uśmiechem kobieta.
- Też tak chcę - jęknęła Karolina.Niesfornie wzięła szklankę do ręki.Szkło wyślizgnęło jej się z dłoni, a blondynka pisnęła najwyraźniej przestraszona.Z buzią pełną jedzenia zaczęłam się śmiać, a gdy wszystko wylądowało na talerzu i obok niego mój śmiech rozniósł się po całym domu.
- Idiotka - zaśmiała się Karolina.
- Jestem ciekawa kto po was posprząta...- westchnęła narzeczona taty.Wstała od stołu i chwytając za swój talerz wyszła z kuchni.

***

- Gdzie teraz idziemy? - zapytałam, gdy Karolina prowadziła mnie w to tajemnicze miejsce.
- Nie pytaj milion razy i tak ci nie powiem.
Jestem w szoku, że po trzech godzinach chodzenia po sklepach, nadal jestem pełna energii.Z trudem znalazłam sukienkę idealną na wesele, ale udało się.Mam tylko niewielką siatkę z logo sklepu, w którym kupiłam tą sukienkę.Karolina wlecze ze sobą pięć siatek/torb.
- A daleko jeszcze? - już nie wiem czy pytam tyle z ciekawości, czy spodobało mi się dokuczanie jej.
- Jak dojdziemy to się dowiesz - powiedziała stanowczo.
- Um..ta jasne, wiele mi to mówi - jęknęłam niezadowolona.
Weszliśmy do parku i dalej maszerowaliśmy tymi wszystkimi ścieżkami.To się robi już irytujące.Z ręką na sercu przyznaję, że nienawidzę niespodzianek.Czy co to jest....
Minęło kolejne dziesięć minut, a my dalej szliśmy.To jest już nudne!
- Cześć - Karolina przywitała się z jakąś grupką nastolatków.Wszyscy wesoło odpowiedzieli jej to samo.Prześledziłam wzrokiem nieznajome twarze i napotkałam wzrok chłopaka ze szpitala.To jest Dawid.Co on tu robi?Przyjaźni się z Karoliną?
- Hej - powiedziałam nieśmiało.Zaciekawione spojrzenia padły na mniej.Karla podeszła do mnie i chwyciła mnie pod ramie, przynajmniej nie stałam sama jak kołek.
- Jak się czujesz? - zapytała jedna z dziewczyn i.. albo wzrok mnie myli albo kieruje te słowa do mnie.
- Jest dobrze - rzekłam i coś bardzo ważnego nasunęło mi się do głowy.Zapewne to nie jest głupie.Nie wiem czy warto o to pytać.Lepiej zachowam do dla siebie i tak wszystko się okaże.Nie będę każdej napotkanej osoby pytać, czy mnie zna.
Karolina zaczęła mi wszystkich przedstawiać, a chłopak, którego imię poznałam jako pierwszego (Daniel) wytrzeszczał oczy.Nachylił się do Dawida i coś wyszeptał mu do ucha, a brunet pokiwał smutno głową.
Dawid, Daniel i Julka siedzieli na trawie.Karolina usiadła na ławce między Wrzoskiem, a Dominiką, a ja stałam.
Czuję się trochę dziwnie w ich towarzystwie.Obserwują mój każdy ruch.Chciałabym być teraz w swoim pokoju.Oddałabym za to wszystko.
- I będziemy tu tak siedzieć? - zapytała znudzona Karla.
- Czekamy na Laurę - oznajmił Wrzosek.
Zaczęli rozmawiać o następnym weekendzie.Planują pojechać do jakiegoś domu w lesie.Należy do rodziców Dawida.Chcą spędzić tam dwie noce, a potem wrócić, bo niestety mają szkołę.
- Laura! - zawołał ucieszony Wrzosek i zerwał się w stronę blondynki.Przytulili się mocno, a ona pocałowała go w policzek.Odruchowo spojrzałam w stronę Dawida.On jako jedyny miał spuszczoną głowę, reszta szeroko uśmiechała się na widok pary, która w tym momencie podchodzi do nas.
Czy to możliwe, że Laura jest dziewczyną, w której zakochał się Dawid?Może mówiąc, że dziewczyna jest ''trudna'' miał na myśli, że jest z jego przyjaciele.Trudna.Niedostępna.
Moje podejrzenia mogą być prawdzie?Wydaje mi się, że tak.
- Jedziemy do wesołego miasteczka? - zaproponowała Julka. - Dwa dni temu otworzyli.To tylko jakieś pięć kilometrów stąd.
- Ale ja siedzę z przodu! - wrzasnęła Dominika.Jej melodyjny śmiech rozniósł się po parku, gdy zobaczyła nasze skrzywione miny. - Przepraszam - powiedziała dalej chichocząc.

***

Siedziałam na ławce, a oni stali nade mną kłócąc się gdzie pójdziemy najpierw.Padały różne nazwy atrakcji, a mi jakoś żadna nie przypadła do gustu.Kątem oka dostrzegłam jak Laura odłącza się od naszej grupki i idzie w stronę stoiska z watą i popcornem.To jest ten moment!Wstałam z ławki i podbiegłam do niej.Wszyscy byli tak zajęci tą ''cichą'' dyskusją, że nie zauważyli naszej nieobecności.
- Laura! 
Blondynka ze słodkim uśmiechem zatrzymała się, a gdy podeszłam do nie zaczęłyśmy po woli iść tam gdzie ona zmierzała jeszcze przed sekundą.
- Podoba Ci się Wrzosek? - moje pytanie chyba było zbyt bezpośrednie, bo dziewczyna zatrzymała się i patrzyła na mnie ze zmarszczonymi brwiami. - Jesteście razem?
Jak będę tak walić prosto z mostu to wyjdę na.... nawet nie wiem.
- Bardzo mi się podoba, ale na razie jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.. bardzo dobrymi - powiedziała nieśmiało.Jej policzki lekko się zaczerwieniły przez co wyglądała uroczo.
- Ostatnio.. można powiedzieć, że zwierzał mi się Dawid - rzekłam.Zastanawiałam się jak kontynuować to do czego zmierzam, żeby nie było to takie bezpośrednie jak moje wcześniejsze pytania. - Mówił, że jest zakochany w trudnej dziewczynie i...
- I myślisz, że chodzi o mnie? - dokończyła za mnie.Pokiwałam głową.Laura spojrzała na mnie ze współczuciem i tym samym zbiła mnie z tropu. - Wiem, że Ci będzie ciężko, ale...
Zamilkła, gdy jej wzrok został zawieszony gdzieś w oddali za mną.Odkręciłam głowię i spojrzałam w tym samym kierunku co ona.Wszyscy stali przy tamtej ławce i na nas patrzyli.
- Wiesz, że będzie mi ciężko, ale....? -przeniosłam wzrok na Laurę chcą usłyszeć co dalej ma mi do powiedzenia.
- Poszukaj tej dziewczyny we wspomnieniach.
Patrzyłam na nią jakby rogi z głowy jej wystawały.Blondynka zaśmiała się z mojej miny i pociągnęła mnie za nadgarstek, żebym szła za nią.Gdy rzuciłam szybkie spojrzenie w stronę całej grupki przy ławce nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać.Karla wskoczyła na plecy Julce, która stała obok Daniela i cała trójka wylądowała na ziemi.
Kupiłyśmy jeden popcorn i spacerkiem wracałyśmy do reszty osób.
- Zabiorą nam.Zobaczysz! - dramatyzowała Laura i napychała sobie buzię jedzeniem.Wzięłam trochę z papierowego pojemniczka, a blondynka zdążyła połknąć wszystko i wziąć kolejną garstkę popcornu.
- Przesa...
- Popcorn! - krzyknęli wszyscy i rzucili się na nas.Wydostałam się spomiędzy nich, śmiejąc się.Usiadłam na ławkę, a wtedy znikąd pojawił się obok mnie Dawid.Cieszył się swoją zdobyczą.
- Zostawiłeś w szpitalu bluzę.Mam ją w domu, powiem Karli to ci ją odd....
- A ty nie możesz? - przerwał mi.Z wyrzutem popatrzył na mnie i wstał.
Czym go tak uraziłam, że teraz jest taki zimny w stosunku do mnie?

Dawid POV:

Nie umiem już na nią spojrzeć tak jak wcześniej.Patrzę na nią i widzę obcą osobę.To nie jest ta Paula, którą pokochałem.A może ona zawsze taka była, tylko udawała?Czuję się jak zero dla niej.
To jest jak z koszulką.Masz swoja ulubioną bluzkę, w której chodzisz cały czas, a gdy nie mas jej na sobie czujesz się nie swobodnie.Masz wrażenie jakby tylko tama jedna leżała na tobie idealnie.Nagle gubisz tą koszulkę.Rodzice kupują ci nową, bo wiedzą, że ty z nią wiązałeś pewne wspomnienie.Kupiłeś ją na pierwszym koncercie idola/idolki.Kiedy już dostajesz tą koszulkę.. zdaje się, że jest taka sama, ale tylko ty dostrzegasz w niej zmiany.
Przestajesz ją lubić i staje się dla ciebie zwykłą bluzką, taką jak wszystkie inne.

Od Autorki:
Czyżby coś się psuło między Dawidem i Paulą? ... i nie chodzi mi teraz o utratę pamięci! :o
Dziękuję za taką dużą ilość komentarzy pod rozdziałami! :D Mam nadzieję, że będzie tak już do końca ;) Ostatnio przybyło kilku czytelników, wiec serdecznie witam na moim blogu! ;D
Ten rozdział jest troszkę dłuższy od poprzednich, więc jestem z tego zadowolona :D
Mam bardzo dobry humor xD
Jutro jadę do Radomia na pokazy lotnicze, będzie ktoś z Was? :D
Dziękuję za dużą aktywność na blogu i do następnego ;*

10 KOMENTARZY = NEXT

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 22

Dawid POV:

Mój spokój przerwał dzwoniący telefon.Niechętnie go odebrałem.Skoro dzwoni Marta to może być coś ważnego.
- Przyjedź do szpitala!Teraz!
- Coś się stało? - zapytałem nie pewnie.Blondynka nie odpowiadało co zaczynało mnie martwić.To trochę nie podobne do niej. - Marta wszystko okej?
Ze słuchawki dochodziły do mnie jakieś szmery rozmów.Może dlatego nie odpowiadała?
- Marta zaczynam się bać - mruknąłem przecierając prawe oko.Chyba się zbyt dobrze nie wyspałem jednak.
- Przyjedź - powiedziała dużo mniej entuzjastycznie niż na samym początku. - Będę czekać przed szpitalem.
- Okej - rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni.
Założyłem na siebie bordową zapinaną bluzę.Na dworze nie jest już najcieplej.Wyszedłem ze swojego pokoju i od razu zatrzymał mnie głos Dominiki.
- Gdzie idziesz?
- Do szpitala - rzekłem krótko. - Nie wiem kiedy wrócę.
Założyłem czarne blazery na stopy, a na głowę wsunąłem full cap.Dominika podeszła bliżej i uśmiechnęła się smutno.
- To już miesiąc - stwierdziła. - Myślisz, że...
- Marta dzwoniła - przerwałem jej. - Powiedział, żebym przyjechał do szpitala.Może się wybudziła?
- Albo nie ży...
- Nie! - warknąłem.Złapałem za klamkę i nacisnąłem na nią.Drzwi otworzyły się, a ja znalazłem się na korytarzu.Schodziłem smętnie po schodach bawiąc się kluczykami od samochodu.Chciałbym być już na miejscu, ale jednocześnie bardzo się boję.Mam nadzieję, że to co tam usłyszę będzie wesołą wiadomością.
Wsiadłem do auta i jechałem słuchając radia.Przynajmniej próbowałem go słuchać, nie bardzo mnie obchodziło w tym momencie ile stopni jest w cieniu, a ile na słońcu.To jest nie istotne.
Wjechałem na parking i znalazłem wolne miejsce pomiędzy dwoma autami.Nabrałem dużo powietrza, gdy wychodziłem z samochodu.Z daleka wdziałem już Martę, która nerwowo chodzi w kółko.Ten widok wcale mnie nie ucieszył.Minąłem się z jakimiś ludźmi i wreszcie byłem blisko blondynki.
- Co się stało? - zapytałem bez żadnego przywitania.
Marta zatrzymała się odkręcając w moją stronę.Spojrzała na mnie szczęśliwa i smutna jednocześnie.
- Obudziła się! - wykrzyczała podbiegając do mnie.Rzuciła mi się w ramiona mocno tuląc do siebie.Również ją objąłem.Staliśmy szczęśliwi blokując innym przejście.
- Mój Boże!Nawet nie wiesz jak się cieszę! - zawołałem jak małe dziecko, które dostało wymarzony prezent na święta. - Chodź!Chcę ją zobaczyć! - odsunąłem się od Marty i zacząłem wchodzić do szpitala.Zdziwiłem się, gdy przy recepcji Marta złapała mnie za nadgarstek.Była poważna patrząc mi w oczy.
- Co? - ponagliłem ją.
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć - przyznała.Mocniej zacisnęła dłoń na moim nadgarstku.Westchnąłem.
- Normalnie.
- Ona cie nie zna - powiedziała.Chciało mi się śmiać, ale widząc, że Marta nie żartuje stanąłem zszokowany.
- Jak to mnie nie zna? - zapytałem, dziwiąc się, że powiedziałem to takim spokojnym tonem.Marta miała już łzy w oczach.
- To znaczy nie pamięta ciebie - poprawiła się. - Paula nie pamięta nic z prawie całego roku.
- To co mam zrobić? - jęknąłem bezradnie.Blondynka puściła moją rękę i pokręciła głową.
- Nie wiem.
Prychnąłem.No tak.Przecież Paula nie zapomniała o niej.Ją pamięta doskonale, przecież znają się bardzo długo.Jadąc tu byłem gotowy na wszystko.Dosłownie.Ale coś takiego nawet mi przez myśl nie przeszło.
- Tylko na nią nie naciskaj - ostrzegła mnie Marta. - Lekarze mówili, że pamięć ma jej sama stopniowo powracać.Jeżeli w ogóle kiedyś wróci. - ostatnie zdanie wymówiła trochę nie wyraźnie, ale ja zrozumiałem wszystko.
- CO!? - krzyknąłem, a jakaś pielęgniarka zwróciła nam uwagę.Patrzyłem na Martę nie dowierzając jej słowom. - Proszę, powiedz, że to są jakieś żarty. - zakryłem twarz dłońmi.Głęboko w nie oddychałem przez chwilę.Zabrałem ręce i spuściłem je luźno wzdłuż ciała. - Chodźmy już do niej. - poprosiłem wzdychając.
- Nie staraj się jej przypomnieć kim jesteś, nie rób nic na siłę - poprosiła mnie ostatni raz, gdy przemierzaliśmy blade korytarze.Stojąc przy recepcji miałem odwagę by zmierzyć się ze wzrokiem Pauli, ale po drodze chyba zgubiłem tą pewność.
Zatrzymaliśmy się przed salą dziewczyny, a Marta powiedziała mi, że nikogo tam nie ma i żebym sam wszedł, a ona tu poczeka.Zgodziłem się, a gdy moja dłoń pociągnęła za klamkę poczułem strach.Chciałem stąd uciec, ale wtedy otworzyłem drzwi.Spojrzałem na zagubioną dziewczynę na łóżku i nie wiedziałem co zrobić.Wszedłem do środka bez słowa.Zamknąłem za sobą drzwi i usiadłem na stołku przy jej łóżku.
- Mogę ci w czymś pomóc? - zapytała nie śmiało.
Spojrzałem na nią ze łzami w oczach.Patrzyła na mnie niewinnie.Chciałbym ją przytulić, chociaż tyle.. ale nie mogę.Może się mnie wystraszyć.
- Czemu płaczesz? - zadała kolejne pytanie.
- Chciałbym cofnąć czas - odparłem.Paula popatrzyła na mnie zdziwiona, ale nie wyglądała jakbym zniechęcił ją do rozmowy ze mną.
- Czemu? - dopytała.
- Zakochałem się, w trudnej dziewczynie - wyznałem.Brunetka uśmiechnęła się smutno siedząc na swoim łóżku. - Ale ona mnie nie zna.Od teraz.
- Więc nie siedź tu.Spróbuj z nią porozmawiać - powiedziała.Ona myśli, że mi teraz pomaga.Chce dla mnie dobrze, ale nie zdaje sobie nawet sprawy co czuje.Mam wrażenie, że rozmawiam z obcą osobą.I w pewnym sensie to prawda.
- Jestem Dawid... mówi ci coś to imię? - spojrzałem na nią z nadzieją w oczach.
- A powinno?

Paula POV:

Rozmowa z tym chłopakiem była dziwna.Siedział ze mną prawie godzinę, ale w ogóle się nie uśmiechał.Zachowywał się jakbym mu coś zrobiła.W nie których momentach był dla mnie nie miły.Dużo mówił o tej ''trudnej dziewczynie''.Widząc jego iskierki w oczach, gdy o niej mówił aż się uśmiechałam.Musi ją bardzo kochać.
Zostawił tu swoją bluzę.Długo zastanawiałam się czy pozwoliłby mi ją dotknąć, ale nie powstrzymałam się i wyciągnęłam rękę w stronę krzesła.Miękki materiał znalazł się w moich dłoniach.Inni by mnie uznali za wariatkę gdyby zobaczyli jak w tym momencie wącham jego własność.Pachnie bosko.Bez zastanowienia założyłam bluzę na siebie.
Cały czas widzę jego smutek.Chciałabym mu pomóc.Ta dziewczyna jest dla niego bardzo ważna, czuję to.Jeżeli tylko ona potrafi sprawić aby był szczęśliwy to dlaczego go rani?Nie rozumiem jej.

Od Autorki:
Pisałam ten rozdział i cały czas mi coś nie pasowało więc usuwałam - i tak w kółko.Ciężko mi się nad nim pracowało :( Wszystko jeszcze przedłużył kolega :/
Jest po 1 w nocy i chyba już nikogo nie ma, ale i tak dodam xD Wiem, że jedna osoba cały czas czeka :) Pozdrawiam!
Zapraszam do nowej zakładki - Kącik pomysłów! :D
Dodawajcie się również do obserwatorów :D i uzupełniajcie ankietę jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście! ;D

10 KOMENTARZY = NEXT

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 21

ANKIETA - UZUPEŁNIJ 

,,Pokaże ci, że warto żyć, bo przecież warto."


Marta POV:

Minął miesiąc.Tyle pieprzonego czasu.Nawet nie wyobrażacie sobie przez co teraz przechodzę.Chcielibyście codziennie słyszeć pytania, które tylko odbierają wam siłę?Myślałam, że chociaż nauczyciele będą wyrozumiali.. ale nie.To robi się nie do zniesienia.Miałam nadzieję, że po rozpoczęciu roku szkolnego będzie inaczej.Liczyłam, że dzięki nauce ucieknę od smutnej rzeczywistości.
Jestem zmęczona już tym wszystkim.To życie zaczyna tracić najmniejszy sens.Wszystko stało się rutyną.
Nie pamiętam kiedy ostatnio przespałam całą noc.Przyzwyczaiłam się do budzenia z szybko bijącym sercem.Mimo, że tak jest co noc, nie umiem zapanować nad swoją reakcją.Nigdy nie będzie to dla mnie normalnym odczuciem.Chciałabym wiedzieć dlaczego tak jest.
Wyobraź sobie, że co noc śni się tobie śmierć twojej najlepszej przyjaciółki.Gdy otwieram oczy budząc się z tego koszmaru nadal czuję to spojrzenie pielęgniarki.
Czekam na dzień, w którym Paula się wybudzi i razem będziemy mogły pośmiać się z tego snu.Ten dzień nadejdzie, prawda?
Dzisiaj znowu postanowiłam odwiedzić przyjaciółkę w szpitalu.Rodzice nie pozwalają mi na to za często odkąd zaczęła się szkoła.Rozumieją jakie to dla mnie ważne dlatego ustaliłam wspólnie z nimi, że co drugi dzień mogę zaglądać do szpitala.
Idąc przez te ponure korytarze czułam pustkę.Szeroki uśmiech na twarzy Pauli dla nas wszystkich stał się miłym wspomnieniem.Jeżeli chce przypomnieć sobie widok szczęśliwej przyjaciółki, pozostaje mi tylko oglądanie starych zdjęć.
Chciałam wejść do sali, w której leży Paula, ale powstrzymałam się w ostatnim momencie.Stanęłam cicho w przejściu i obserwowałam wszystko z falą ciepła na sercu.
Odkąd Paula trafiła tutaj Dawid nigdy jej nie odwiedził.I dzisiaj jest ten dzień.Przyszedł tu.Usiadł na stołku przy jej łóżku, ujął jej dłoń i czuwa przy niej.Spogląda na jej nie wyrażającą żadnych emocji twarz.Wreszcie odważył się na przyjście tu.
- Kiedy otworzysz swoje śliczne oczy.. - wyszeptał słabo.On nie mówił tego do mnie, nawet nie wie, że tu jestem. - pokaże ci, że warto żyć, bo przecież warto.
Mam łzy w oczach.Nigdy nie słyszałam takich pięknych słów.Uczucie z jakim to wypowiedział po prostu...wyraża wszystko.Nie da się poczuć tego co.Zdawałoby się, że rodzina w takich chwilach przeżywałaby to najbardziej, ale wystarczy spojrzeć na Dawida.To już nie jest ten sam chłopak co miesiąc temu.Gdy go poznałam był wesoły i cały czas się śmiał.Teraz rozmawiając z nim trzeba uważać na każde słowo.To piękne jak bardzo tęskni za jej oczami - straszne, że ona nigdy nie doceniła, że ma kogoś takiego przy sobie.
Postanowiłam, że zostawię go.Nie chcę psuć tej ciszy, w której on cieszy się jej dotykiem.Ich miłość jest nie czysta, ale silna.

Karolina POV:

Moja mama staje na głowie, żeby Mirek uśmiechnął się chociaż na chwilę, ale to jest nie możliwe.Rozumiem to.Z Paulą nie ma w ogóle kontaktu.Cały czas leży podłączona do tych wszystkich kabli.Lekarze mówią, że to jest tylko kwestia czasu aż jej serce przestanie bić.Udusiłabym własnymi rękami takich ludzi.Jak można powiedzieć komuś prosto w twarz, że jego dziecko nie ma szans na przeżycie?
Jutro Mirek ma jechać do Norwegii załatwić jakieś sprawy związane z jego firmą.Mama boi się o to jak sobie poradzi.Chce jechać z nim i go tam wspierać, ale on się na to nie zgadza.Moja mama i tak go przekona, ma do tego dar.
Gdy mój telefon zaczął dzwonić od razu na niego spojrzałam.Buzia aż mnie zabolała od uśmiechy, gdy zobaczyłam zdjęcie na całym ekranie, a u dołu napisane ,,Daniel''.Szybko chwyciłam telefon i odebrałam.
- Halo?
- Witam panią - powiedział wywołując u mnie tym gęsią skórkę. - Czy ma pani ochotę na spacer?
- Spotkamy się tam gdzie zawsze - zarządziłam.
- To wspaniale.Wszyscy ulotnili się z domu, więc też mam ochotę wyjść - odparł - To będę tam czekać.
- Okej, to do zobaczenia - rozłączyłam się i szybko zaczęłam ogarniać.
Ostatnio zbliżyłam się do Daniela.Zaczęliśmy spędzać więcej czasu razem.Dyskretnie dopytałam kim dla niego jest Wiktoria i odpowiedź mnie zadowoliła.Jest dla niego dobrą przyjaciółką.

Dawid POV:

Co czuję?Weź swoją ulubioną książkę, której już nigdy potem nie dostaniesz i ją spal.Co czujesz?To jest najgorsze pytanie jakie można mi zadać.Nie umiem określić tego słowami.
Dzisiejsza wizyta w szpitalu była dla mnie okropnie ciężka.Gdy zobaczyłem Paule przykutą do tego łóżka to się popłakałem.Dużo do niej mówiłem, a jej chłodną dłoń cały czas trzymałem w swojej.Wychodząc z sali nie powstrzymałem się i pocałowałem ją w Policzek.Przez mój brzuch przeszło stado motyli.Tęsknię za nią.
Będąc w domu zdziwił mnie brak domowników.Pozapalałem wszędzie światła, gdyż jest już trochę ciemno.Nie jadłem od wczoraj nic, więc chyba powinienem to zrobić.Zjadłem szybko płatki i zamknąłem się w pokoju.
Chwyciłem za gitarę i zacząłem grać.Tylko to pozwala mi uciec chociaż na chwilę od wszystkich przytłaczających myśli.

***

Nie wiem kiedy wczoraj usnąłem.Pamiętam tylko tyle, że leżałem na łóżku zmęczony.Pierwszy raz od dłuższego czasu spałem tak długo,Wstałem koło godziny trzynastej.Jak zwykle darowałem sobie śniadanie i po prostu leżałem pochłonięty w myślach.
Mój spokój przerwał dzwoniący telefon.Niechętnie go odebrałem.Skoro dzwoni Marta to może być coś ważnego.
- Przyjedź do szpitala!Teraz!

Od Autorki:
ŻYJE! xDD I po co było się tak bulwersować?Trzeba czasem trochę czasu ;) 
Uzupełnijcie ankietę, bo to mega ważne.
I więcej już nic nie piszę!Wiem, że niektórzy jeszcze nie śpią tylko dlatego, że czekają na rozdział.Więc już nie przedłużam ;)
Tym razem nie zrobię wyjątku i nie dodam kolejnego rozdziału dopóki nie będzie 10 komentarzy xD
Ps. Krótki - JAK ZAWSZE XD - następny będzie troszeczkę dłuższy, postaram się :)

10 KOMENTARZY = NEXT

Rozdział 20

UPRZEDZAM - ROZDZIAŁ JEST OKROPNY :c

Dawid POV:

- Była twoim lekarstwem, teraz ty zostań jej - słowa Marty mnie zabolały.Ja będąc w szpitalu miałem jej wsparcie, a ona mojego nie ma.Co z tego, że nawet nie miałaby świadomości, że czuwam przy niej?Chociaż nie czułbym się jak świnia.
- Nie przyjdę do szpitala.Zapomnij o tym. -Powiedziałem stanowczo, ocierając twarz rękawem bluzy, żeby pozbyć się mokrych śladów.
Znowu zapadła długa cisza, przy której pływaliśmy w morzu swoich myśli.
- Jeżeli będziesz przeciwstawiał się odwiedzeniu jej w szpitalu to... - spojrzała zawiedziona na swoje buty. - To będziesz czuł do siebie wstręt, kiedy ona już otworzy oczy.
- Skąd wiesz, że ona w ogóle je otworzy!?
Wstałem zszokowany z ławki.Nie wierzę, że to powiedziałem.Nie wierzę.To był impuls, wcale tak nie myślę!
- Już tracisz nadzieję, staczasz się - odparła wstając na nogi.Posłała mi spojrzenie pełne bólu i odwróciła się plecami.Patrzyłem jak odchodzi i cały czas byłem zdumiony.Jestem wściekły na samego siebie.Jak mogłem pozwolić, żeby takie okropne słowa wyszły z moich ust!Jak!?
Muszę odpocząć od tego wszystkiego...
Wróciłem do domu i zastałem tam tylko Daniela.Siedział w kuchni pijąc kawę, a jego głowa zwisała nas telefonem.Słysząc kroki podniósł wzrok i spojrzał na mnie.
- Dawid.. - jęknął widząc, że nadal mam świeczki w oczach.Tak jest od dnia, w którym Paula trafiła do szpitala. - Nie było cie na treningu.Trener jest na ciebie potwornie zły.
- Żeby mnie to jeszcze obchodziło - wzruszyłem ramionami siadając na krześle na przeciwko przyjaciela.
- Wyrzuci cie z drużyny jak nie przyjdziesz jutro na trening - powiedział poważnie.
Kolejny raz wzruszyłem ramionami, a Daniel westchnął ciężko.Okej... wiem, że łatwo ze mną się nie rozmawia, ale ja po prostu nie mam ochoty.I nie będę miał dopóki nie zobaczę Pauli bezpieczną w domu.
-Nie miałem pojęcia, że aż tak ważna dla ciebie jest.
Spojrzałem na niego tylko, nic nie mówiąc.Nie ważne, że zajęło mu to tyle czasu, ale w końcu to zobaczył.
- W pracy też nie byłeś - dodał.
- Nie obchodzi mnie to!

Marta POV:

Od wczorajszej rozmowy z Dawidem bardzo się denerwuję.Nie mogę w ogóle uwierzyć, że ktoś mógł to powiedzieć.Jeżeli jedna osoba straci nadzieję, stracą ją też inni.
Dzisiaj pod salą Pauli siedział z nami Kamil, a godzinę później dołączyła Wiktoria.Najgorsze jest to, że lekarze nic nie mówią poza tym, że ''potrzeba czasu''.Jakby byli na naszym miejscu to by się nie zachowywali jak ludzie bez serca.
Nagle zza drzwi zaczęło dochodzić do naszych uszu pikanie tych wszystkich maszyn.Posłaliśmy sobie przerażone spojrzenia, a Kamil szybko podbiegł do lekarza prosząc o pomoc.To był moment.Nie wiem kiedy to się działo.Do sali wbiegło kilku lekarzy.Wszyscy krzyczeliśmy i płakaliśmy, a pielęgniarki nie pozwalały nam wejść do pomieszczenia, żeby zobaczyć co się dzieje.Ona tam kasłała i trzęsła się.Okropny widok.Proszą o zachowanie spokoju...ale jak można stać spokojnie, gdy ktoś tak bardzo ważny walczy o życie?
To jest znak.Paula żyje, a może po tym wszystkim lekarz wróci i powie, że wszystko wraca do normy?Że jest dobrze.
- Proszę mnie tam wpuścić!To moja córka!
- Niech Pan tu poczeka! - kłóciła się z nim jedna z pielęgniarek. - Nie wolno przeszkadzać!
W takich chwilach Dawid powinien tu być.Jeżeli mu na niej zależy to niech to pokaże, a nie chowa się we własnym cieniu.
- Boję się - jęknęła Sandra, tuląc się do Wiktorii, która również płakała.Kamil pocierał ramię Pani Ewy, która też zdawała się martwić o Paulę.
- Co się dzieje?! - warknął zdenerwowany ojciec dziewczyny.Próbował przedostać się przez dwie panie stojące przy drzwiach od sali.
- Proszę nie utrudniać naszej pracy! - jak na uspokajające słowa to to nie wygląda.
Nagle wszystko umilkło.Starałam się zobaczyć co teraz dzieje się na sali, ale nic nie widziałam.Utrudniały mi to wysokie sylwetki, a łzy w oczach wcale nie pomagały.
- O co chodzi? - zapytałam słabym głosem. - Czemu oni nic nie robią?
Jedna z pielęgniarek odkręciła do tyłu głowę i po chwili wróciła do poprzedniej pozycji.Spojrzała na mnie ze współczuciem.Zaczęłam kręcić głową rozumiejąc co się właśnie dzieje.
- Nie - wyszeptałam.Tata Pauli zsunął się po ścianie w dół.Pani Ewa podeszła do niego i usiadła obok niego na podłodze przytulając go mocno.Spojrzałam na Sandrę, Wiktorię i Kamila, którzy stali zszokowani.
- Przykro mi.
Chętnie wsadziłabym jej pięść do buzi.Krew w żyłach zaczęła mi pulsować.Nie czułam smutku.Czułam złość.
- To nie jest prawda! - wykrzyczałam kopiąc w stojące obok mnie krzesło. - Nie!
- Marta spokojnie...
Upadłam na kolana i zaczęła głośno płakać.Zamknęłam oczy chcąc wydostać się z tego miejsca.Moim ukrytym marzeniem jest cofnięcie się w czasie.Byłabym przy Pauli.Nie pozwoliłabym na popełnienie żadnego głupstwa.Co z tego, że jej już tu nie ma?Ona zawsze będzie przy mnie.Przyjaciółki na zawsze - obiecałyśmy to sobie.Nie wyobrażam sobie życia bez niej.
Straciłam siostrę, którą sobie sama wybrałam.
Nie żyje.

Od Autorki:
Jest mi głupio.Zepsułam cały rozdział :( Miałam bardzo mało czasu na napisanie go dlatego jest też krótki, za co też bardzo przepraszam.
ROZDZIAŁ CAŁY ZAWALIŁAM :(
Nasza główna bohaterka umarła.Co dalej?
Liczę, że znowu będzie taki rozpie*dol na blogu, dzięki czemu po jutrze dodam już rozdział :D
Ankieta po prawej - uzupełnij ;)

10 KOMENTARZY = NEXT

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 19

Przeczytaj notatkę!
Ps. Przepraszam, że rozdziały są takie krótkie :c

Wróciłem z pracy i po prostu czułem jak uchodzą ze mnie resztki siły.Nie wiem co się stało z Paulą.Nie wiem dlaczego.Ale czuję, że to moja wina.Ona leży na szpitalnym łóżku, a ja jestem tutaj, nie wiedząc co ze sobą zrobić.Chcę być przy niej.Chcę wyszeptać do jej ucha jak bardzo ważną osobą jest dla mnie.Już mnie nie obchodzi, czy stracę przyjaciół, czy nie.Niech tylko ona się wybudzi.
Wyobrażacie sobie dziewczynę z masą przygód, które ją czekają, z wieloma planami do zrealizowania i tysiącami marzeń?Wszystko brzmi pięknie.I wtedy... nagle ona mówi temu wszystkiemu stop.Najgorszy koszmar to rzeczywistość.
- Co tam w pracy? - zapytała mnie melodyjnym głosem Julka.
 Zignorowałem ją i poszedłem do salonu.Usiadłem na kanapie i wpatrywałem się ślepo w jakiś punkt za oknem.Wszystkie kolory wyblakły w moich oczach.Całe otoczenie stało się nie jasne, jak szansa na życie dziewczyny, którą kocham.
Nie.Dawid, nie dawaj się ponieść wyobraźni.
Jej pobyt w szpitalu to nic poważnego.
Prawda?
- Co jest? - spojrzałem na Daniela i nie miałem siły by cokolwiek powiedzieć.
Jestem jak ładunek, który może wybuchnąć w każdej chwili.Moje oczy są zaszklone, ale nadal powstrzymuję się, żeby żadna łza nie spłynęła po moim policzku.
- Dawid - Dominika położyła rękę na moim udzie, a po moim ciele przeszły ciarki.Tęsknie za dotykiem Pauli.
- Co z tobą? - zapytała.
- Zadzwońcie do Karli. - rozkazałem, łamiącym głosem.Przerażenie wymalowało się na ich twarzach kiedy usłyszeli mój głos.Bez słowa wybrali numer do blondynki.
- Hej.....nie........dzwonie bo.......gdzie jesteś?w szpitalu?co się stało?............Paula?....o matko....przyjedziesz do nas?.....okej, to do zobaczenia - Daniel odłożył telefon i spojrzał na mnie.Widziałem po nim, że nie chce mi nic mówić.
- I? - zapytałem. - Co ci powiedziała?
- Tylko tyle, że Paula jest w szpitalu.
On kłamie.Czemu on kłamie?Czemu nie chce mi powiedzieć jak jest na prawdę?
- I że przyjedzie do nas za jakieś pół godziny - dodał szybko.
Spuściłem wzrok na podłogę i tak siedziałem.Nie wiem ile.Nie mogłem się pozbierać.Chce wiedzieć co się stało Pauli, a najlepiej to być tam przy niej.Każda minuta zdawała się dla mnie jak wieczność.
- Dawid... - niechętnie spojrzałem na osobę, stojącą na przeciw mnie.Karla patrzyła na mnie jak na czujnik ruchu. - Ona może się nie wybudzić.Nigdy.
Słona łza spłynęła po jej czerwonym policzku, a mnie zakuło serce.Ona nie była w dobrych stosunkach z brunetką, mimo to też się o nią boi.
- Nie mów tak - jęknąłem. - To silna dziewczyna.
- To nie był przypadek - powiedziała, siadając obok mnie.Przeszukała swoją torebkę i wyciągnęła z niej jakąś karteczkę.Podała mi ją, a ja niepewnie wziąłem ją do rąk.

Przepraszam.
Tak będzie najlepiej.

Poznaje to pismo.Znam tylko jedną osobę, która w taki dziwny sposób pisze literkę P, i jest nią Paula.Czytałem słowa na białej i trochę pogiętej kartce, aż coś do mnie dotarło.Serce mało mi nie stanęło.To była próba samobójcza.Ona chciała się zabić, odebrać sobie życie.Nie wybaczę tego sobie już nigdy.Gdy ona przechodzi ciężkie chwile, ja kazałem jej unikać mnie.To moja wina!Gdybym był przy niej do niczego takiego by nie doszło.Nie pozwoliłbym na to.
Boże....Paula, będzie wszystko dobrze.
Obiecuję ci to.
- Kocham ją - powiedziałem, ze łzami w oczach. - Jeżeli się nie wybudzi to...
- Przestań - przerwał mi Daniel. - Wyjdzie z tego.
Nie wiem jak ma się im wszystkim odwdzięczyć.Okazali się dla mnie ogromnym wsparciem.Ich słowa są dla mnie ważne.Wierze w to co powiedzieli.

Marta POV:

Trzeci dzień spędzony na szpitalnym korytarzu.Trzeci dzień na wylewaniu łez.Wszyscy obwiniają się o to całe przykre zdarzenie.Lekarze proszą o zachowanie spokoju.Podobno przez jeszcze jakieś dwa dni będzie w śpiączce.Jeżeli nie wybudzi się po tym czasie to......NIE.Nawet nie chcę o tym tak myśleć.Nie poradzę sobie bez niej.Kocham ją jak siostrę, nad która trzeba cały czas czuwać, bo inaczej zrobi jakieś głupstwo.I to się właśnie stało.Zrobiła coś czego nigdy bym się nie spodziewała.Zawsze mówiła, że chciałaby być blisko swojej mamy, ale to, że może być tam gdzie ona.. to nie możliwe.Cmentarze nie są miejscem dla takiej dziewczyny jak ona.Młodej, pięknej i silnej.Ona nigdy nie poddaje się bez walki.Wierzę, że teraz też tak jest.
Paula połknęła wielka ilość tabletek nasennych.Połowę pojemniczka.To bardzo dużo.W ogóle nie wiem czemu to zrobiła.Czemu nie zwierzyła mi się, że ma problem, z którym sobie nie umie poradzić.I ten problem wygrywa z nią.To nie problem upadł, tylko ona.
Siedzieliśmy kolejne długie godziny na niebieskich krzesłach przed salą, w której jest Paula.Tata dziewczyny i jego kobieta dyskutowali o czymś, a Pani Ewa nie wydawał się tym zadowolona.Sandra siedziała obok mnie ze spuszczoną głową w dół i szklanymi oczami.Od czasu do czasu dołączała do nas też Karolina.Brakowało tu tylko jednej osoby - Dawida.Pomiędzy nim, a Paulą było coś ważnego.Wmawiała mi, że to tylko część planu, ale ja w to nie wierzę.Spędzali ze sobą dużo czasu.Wychodzili na spacery albo zamykali się w pokoju i wygłupiali.Ona może mi powiedzieć wszystko, ale umiem wyczuć kiedy kłamie.Nie znamy się od kilku dni, tylko lat.Dawid powinien tu być.Chociaż.. wiem, że ostatnio zdarzyło się coś co ich oddaliło od siebie.Tylko co?Ona nic mi nie mówi.Zaczyna spychać mnie na dalszy plan.Martwię się o nią.
- Ci którzy udają silnych i mocnych najczęściej ukrywają wszystko w sobie - powiedziałam bezmyślnie i zapadła cisza.Wszyscy spojrzeli na mnie i przez dłuższy czas patrzyli mi w oczy, jakby chcąc nawiązać kontakt wzrokowy.Ich głowy były pochłonięte myślami.Zdali sobie sprawę, że moje słowa są prawdziwe.Ona udawała, łamiąc się się w środku.Teraz tu siedzimy, bo nikt nie reagował, gdy ona była w potrzebie.
- Czasami problem widzimy tam gdzie go nie ma - zaczęła niepewnie Sandra. - Niekiedy wydaje nam się, że jedyną ucieczką od tego jest śmierć.
Wzdrygnęłam się na ostatnie słowo.Ona wie coś czego nie wiem ja, ani nikt inny.Wie dlaczego Paula mogłaby to zrobić.Czuję to.
- Jestem okropnym ojcem - powiedział pan Mirek.Pierwszy raz widzę go w takim stanie.Jego policzki są mokra od słonych łez.Pod oczami ma wory jakby nie spał już któryś dzień z kolei (co chyba jest prawdą), a jego psychika jest coraz słabsza.Pan Mirek zaczyna nie może uwierzyć w postąpienie swojej jedynej córki.
-Niech Pan tak nie mówi.Paula nigdy nie była łatwą osobą, robiąc tą głupotę zapewne nie myślała racjonalnie.Nie może się Pan obwiniać. - zaprzeczyłam od razu. - Jest Pan bardzo dobrym ojcem.. po prostu Pauli ciężko dostrzec te małe rzeczy - dodałam.
Pani Ewa spojrzała na mnie z wdzięcznością, a ja w odpowiedzi posłałam jej smuty uśmiech.
- Muszę się przewietrzyć.
Wstałam z krzesła i poszłam wzdłuż ponurego korytarza.Minęłam recepcję gdzie było całkiem sporo osób, aż wreszcie znalazłam się na świeżym powietrzu.Dzisiaj jest zimno jak na wakacje.Ludzie są poubierani w długie spodnie i bluzy, inaczej by umarzli.
Kocham parki, więc korzystając z tego iż po drugiej stronie ulicy znajduje się taki jeden nie wielki - ruszyłam tam.Przemierzałam drogę wolnym krokiem.Myślałam cały czas o przyjaciółce, nie mogłam wyrzucić tego z głowy.
Podniosłam głowę i ujrzałam jak kilka metrów dalej na ławce siedział Dawid z niebieskimi słuchawkami na uszach.Od razu postanowiłam do niego podejść.Im bliżej byłam tym bardziej widziałam jego podpuchnięte oczy.Zrobiło mi się go szkoda.Paula wiele razy próbowała go prowokować.Chciała go zniszczyć.Kto by pomyślał, że niszcząc siebie.. zniszczyła też jego.
Usiadłam obok niego, a wzrokiem od razu powędrował na mnie.Wymieniliśmy spojrzenia, a serce szeptało mi, że on może w tej chwili cierpieć bardziej niż my wszyscy razem.Jego smutne oczy mówiły wszystko.Żadne słowa nie opisałby to jak on wygląda i jak musi się czuć.To okropne widzieć człowieka w takim stanie i nie móc nic z tym zrobić.
Dawid ściągnął słuchawki i zawiesił je na swoim karku.Cicha melodia wylatywała ze słuchawek.Była smutna i pesymistyczna.
- Codziennie tu przychodzę.Siadam w tym miejscu i....- przerwał zaciągając się głęboko powietrzem.Starał się nie rozkleić, ale jego głos był łamliwy. - Boję się.Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym być przy niej.
Przełknął ślinę i oblizał usta.Piosenka dochodząca z jego słuchawek zmieniła się na inną.Brunet przymknął oczy odchylając głowę lekko do tyłu.Ta piosenka musi coś dla niego znaczyć.
Jeżeli będzie kumulował uczucia w sobie to może skończyć nie wiele lepiej niż Paula.Nie mogę go zostawić.Nie mogę zostawić go, bo jestem pewna, że dla Pauli on znaczy wiele.Więcej niż może sobie wyobrazić.
- Byłem zły - jękną, a pojedyncze łzy spłynęły po jego policzkach. - Nie.Byłem zazdrosny.Wyszła z tym facetem z klubu nic o tym mi nie mówiąc.Widziałem!Widziałem wszystko!Rozumiesz to!? - krzyknął.Nagle zgiął się kładąc ręce zgięte w łokciach na kolana.Schował w dłoniach twarz, a jedyne co mogłam słyszeć do jego nerwowy oddech.Dotknęłam jego ramienia, jednak szybko zabrałam rękę gdy się wzdrygnął.Nie chciał być dotykany.Zaczął budować mur między sobą, a całym światem.
- Tańczyli.Bardzo blisko siebie.Przylegali do siebie.On błądził po jej ciele i.. i dotykał ją, a ona, ona nie robiła z tym nic.Nawet podobało jej się to... - opowiadał. - Poczułem się jak śmieć.Dalej tak się czuję.
Nie wiem do czego zmierza opowiadając mi o tym wszystkim, ale skoro mi się zwierza to znaczy, że mi ufa.On potrzebuje się wygadać.
- Gdy byłem w szpitalu dostawałem ataków.Traciłem kontrolę nad sobą.Zżerał mnie ból.. - usiadł prosto i utkwił wzrok w drzewie przed nami. - Nie wiedziałem co się dzieje.Nie wiedziałem nawet gdzie jestem. - zaśmiał się smętnie. - Paula wbiegła na salę, w której byłem.Dookoła mnie byli lekarze, którzy próbowali mnie uspokoić.Ona płakała.Rozumiesz?Płakała z mojego powodu.Nie pozwalałem nikomu się do mnie zbliżyć.Paula usiadła koło mnie na łóżku i mocno przytuliłam mnie do siebie.Wtedy wszystko znikło.Uspokoiłem się i nie czułem jak ból mnie zabija.Ona była takim lekarstwem kojącym mnie. - uniósł lekko kąciki ust ku górze.
Zapadła cisza między nami.Oboje chcieliśmy wszystko poukładać sobie w głowie.Każdy z nas chciał teraz tylko jednego.Tylko głupia nadzieja trzymała nas na nogach.
- Przyjdź jutro do szpitala - poprosiłam.
- Nie - zaprzeczył od razu. - Ona nie chciałaby, żebym tam był.
- Była twoim lekarstwem, teraz ty zostań jej.

Od Autorki:
Taki smutny, no :c
I mam, aby jedną sprawę do Was.Prosicie mnie co nie którzy o szybsze dodawanie rozdziałów.Chcę powiedzieć, że ja dodaję rozdziały ''tak jak mi zagracie''.Jest 10 komentarzy - jest rozdział.Jeżeli chcecie szybciej rozdział to trzeba się troszeczkę wysilić i napisać komentarz.Dla Was to chwila, a dla mnie ogromna motywacja.Jakby każdy komentował od razu po przeczytaniu to rozdziały pojawiały by się co 2-4 dni.WSZYSTKO ZALEŻY OD WAS! :)
I jeszcze raz przepraszam za te wszystkie krótkie rozdziały, które ostatnio piszę.

10 KOMENTARZY = NEXT

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 18

,,Unikaj mnie''

Stanęliśmy do siebie przodem, a nasze ciała były niebezpiecznie blisko.Nasze wzroki krzyżowały się ze sobą, a czas jakby stanął w miejscu.Szum wody i głosy osób wokół nas słyszałam jak echo w tunelu.
Bałam się powiedzieć cokolwiek.On był na mnie zły, a nie miał powodu.To moja sprawa co robię i z kim.Musiałam to przeżyć, żeby stwierdzić, że nie lubię, gdy jesteśmy daleko od siebie, ale pozornie blisko.
Jego oczy były zawiedzione, gdy ilustrowały moją twarz.Próbowałam go zrozumieć, ale to jest za trudne.Nie ma prawa się na mnie złościć!
- I jak było? - zapytał smętnie.
- Nie wiem o co Ci chodzi - skłamałam.Dominika mi powiedziała co nie co.Ale chce usłyszeć to od niego.Chce usłyszeć jak to mówi.
- Pieprzyłaś się z tym facetem - skrzywił się.
Nie umiem odczytać z jego czekoladowych oczu co czuje.
- Czemu Cie to obchodzi?
 Popatrzył na mnie ze zdumieniem.Widziałam w nim zawahanie i zagubienie.Bił się z myślami.Jego wzrok niespokojnie wpatrywał się w moje oczy.
- Zależy mi na Tobie - powiedział. - Ale Ciebie nie obchodzą moje uczucia - dodał urażony. - Nie wiem czemu liczyłem, że mnie pokochasz.
 Zadziwiłabym Cie mówiąc, że zaprzątasz moje myśli.Nie umiem sobie bez Ciebie poradzić.Dopiero teraz teraz to dostrzegam.Może trochę za późno, ale podobno na miłość nigdy nie jest za późno.
Kocham go.Kocham Dawida.
- Przepraszam - spuściłam głowę i wpatrywałam się w swoje stopy.Czułam na sobie jego rozżalone oczy.Przeze mnie on zaczyna cierpieć.
 Może o to mi chodziło, ale teraz tego nie chcę.Chcę, żeby się uśmiechał.Chcę, żeby w jego oczach znowu można było dostrzec iskierki radości.Nie chcę, żeby chodził przygnębiony.
 Mogę wszystko naprawić jeżeli powiem co tak na prawdę czuję, ale nie jestem jeszcze gotowa.Boję się.
- Kocham Cie.
Pierwszy raz usłyszałam te słowa skierowane do mnie, wychodzące z jego ust.Podniosłam nagle głowę i spojrzałam na niego zaskoczona.Choć wiem co do mnie czuje... nie miałam pojęcia, że powie mi to.Powiedział to przy wszystkich.Słyszeli to wszyscy.Moi przyjaciele i cały Aloha Team.Wszyscy stali przyglądając się nam.
- Wiem, że to dla Ciebie nic nie znaczy, ale chciałem Ci to powiedzieć - przysięgam.Widzę jak łza spływa mu po policzku. - Chcę, żebyś wiedziała jak bardzo ważna jesteś dla mnie.
- Dawid...
- Nie - przerwał mi od razu. - Daje Ci już spokój.Chcę przestać darzyć Cię tym uczuciem, więc mi w tym pomóż.
- Jak? - zapytałam bezmyślnie.
- Unikaj mnie.

***

 Dzień nad jeziorem miał mnie rozluźnić, ale przyniosło odwrotne skutki.Spotkałam Dawida i dowiedziałam się, że próbuje wyrzucić mnie ze swojego życia.To zabolało, ale nie mogłam mu tego pokazać.Nie mogę pokazać mu, że czuję to samo co on.Boję się moich uczuć, ale jednocześnie mam wrażenie jakbym była trzy metry nad niebem.
Dzisiaj podejmuję ostatnią próbę.
 Tabletki nasenne są rozsypane obok mojego łóżka.To będzie dramatyczny moment dla ojca, który zobaczy swoją jedyną córkę nieprzytomną.Oczywiście wszystko upozorowane.
 Od wczoraj nie wychodziłam z pokoju ani na chwilę.Teraz, aby czekać, gdy ktoś zainteresuje się czemu ciągle tu siedzę nie dając znaku życia.Myślę, że próba samobójcza zadziała na rozpad tego chorego związku.

Dawid POV:

 Zawiesiłem plecak na ramieniu, a czarno-białą piłkę chwyciłem do prawej ręki.Dzisiejszy trening był koszmarny.Trenowaliśmy rzuty wolne, a potem podania.Zagraliśmy jeszcze krótki mecz.Na sam koniec trener kazał nam biegać siedem kółek.Chyba miał zły dzień, skoro się tak nad nami znęcał.
 Spojrzałem na godzinę w moim telefonie i westchnąłem głośno.Jest już po dziewiętnastej.Trzy godziny męczyliśmy się na boisku.Nie wierzę, że jutro czeka mnie to samo.
- Siemka chłopaki! - pożegnałem się z kumplami z drużyny.
 Opuściłem budynek szkolny i od razu pomaszerowałem do mojego samochodu.Rzuciłem plecak na siedzenie obok, a chwilę później byłem już w drodze do domu.
 Wziąłem szybki prysznic, zjadłem kolacje i miałem iść spać, ale ktoś zadzwonił do drzwi.Oczywiście wszyscy lenili się w salonie nawet nie myśląc o tym by otworzyć.Wszystko ja.
 - Cześć.. - Laura stanęła w wejściu.Na jej widok od razu szeroko się uśmiechnąłem. - Jest Wrzosek?
Co?On?Od kiedy oni złapali bliższy kontakt!Czy ja o czymś nie wiem?
- Ee...tak - odparłem zmieszany. - Wrzosek! - krzyknąłem, aby mógł mnie usłyszeć.Po chwili podszedł do nas z bananem w ręce.
- Hej Laura - przywitał się wesoło. - Co tam?
- Twoja bluza - wyciągnęła ręce w jego stronę.Nie wiem jakim cudem nie zauważyłem tego w jej dłoniach. - Zapomniałam Ci ją oddać.
- Spoko, nie ma sprawy - uśmiechnął się do niej. - Wejdziesz? - zaproponował.
To jak on na nią patrzy... Do jasnej cholery!Czemu ja nic o tym nie wiedziałem!
- Nie, Magda czeka na mnie.Ale może jutro gdzieś wyjdziemy?
 Okej...Ja też tu jestem.Nie.Nie jestem zazdrosny.Po prostu żadne z nich mi nic nie powiedziało.Jestem zły, ale też ciekawy tego wszystkiego.
- Pewnie, czemu nie. - Zgodził się od razu. - To zadzwonię do Ciebie koło czternastej.
- Będę czekać - promienny uśmiech wymalował się na jej delikatnej buzi. - To do zobaczenia jutro.Pa Dawid.
 Odkręciła się do nas plecami i otworzyła drzwi od swojego mieszkania.Gdy tylko znikła nam z oczu, spojrzałem na przyjaciela, który szczerzył się jak głupi.Miętolił w ręce bluzę, a jego oczy świeciły się z radości.
Odkąd postanowiłem zerwać kontakt z Paulą, wszystko wróciło do normy.Cieszę się, ale bardzo tęsknie za dziewczyną.Często mam ochotę napisać albo zadzwonić do niej, ale odsuwam od siebie szybko te myśli.Staram się o niej zapomnieć.
- Mój drogi przyjacielu, czy zdradzisz mi co właśnie widziałem? - położyłem ręce na moje biodra i patrzyłem na niego z lekko przechyloną głową.
- Ładną dziewczynę - wzruszył ramionami, starając się by wyglądał na obojętnego, ale uśmiech sam cisną się na jego usta.
- Od jak dawna kręcicie? - poruszyłem brwiami w górę i w dół.
- Nie Twoja sprawa Kwiatuś - dźgnął mnie palcem w brzuch i zaśmiał się gardłowo, gdy zobaczył moją zirytowaną minę.
- Kwiatuś? - jęknąłem, przymrużając oczy.
- Mówił coś trener o tym, że mnie i Denego nie było? - zmienił nagle temat.
- Zleje was na kwaśne jabłko jak nie zobaczy was jutro na treningu.
- Serio?
Chętnie wybuchł bym teraz śmiechem, ale on jest taki wystraszony.Nikt nie chce mieć przypału u trenera.To najgorsze co mogłoby być.
- Nie, ale macie się pojawić - wzruszyłem ramionami i odszedłem w stronę swojego pokoju.
- Ciota!

***

Dzisiejszy trening skończył się o trzynastej, więc resztę dnia mamy wolne.Wróciłem do domu jak najszybciej.Odświeżyłem się w mgnieniu oka i wsiadłem w samochód.Dzisiaj zaczynam prace w pubie.Trochę się stresuje, ale przynajmniej znam dwie osoby z mojej zmiany.
Zaparkowałem na jakimś pobliskim parkingu, a chwilę później stałem już przed moją pracą.Wszedłem do środka i ujrzałem jak Oliwia macha do mnie zza lady.To moja koleżanka ze zmiany.Odmachałem jej i poszedłem od razu na zaplecze.Założyłem na siebie czarną koszulkę z logo knajpy, a na biodrach zawiązałem fartuch, również czarny.
- Powycieraj te kufle - poprosiła Oliwia - Zara przyjdzie Przemek to pójdziecie rozładować towar.
Kiwnąłem głową i zacząłem wykonywać jej polecenie.Dziewczyna złapała za notes oraz długopis i poszła przyjmować zamówienia.
Czas leciał szybko.Nawet nie wiem kiedy minęła pierwsza godzina.Z Przemkiem rozładowaliśmy towar, a potem siedzieliśmy za barem.
Nie spodziewałem się, że zobaczę tu Martę.Jednak cieszyłem się, że jest sama.Oby nie przyszła tu Paula.
- Co dla ciebie? - zapytałem, gdy zasiadła na wysokim krzesełku przy barze.
- Dawid? - zdziwiła się. - Co ty tu robisz?
- Pracuję? - powiedziałem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - To co dla ciebie?
- Nic, czekam na Kamila - odparła.
 Postanowiłem nie kontynuować rozmowy z nią.Wydaje się być w porządku i do niej nic nie mam.Lubię ją w sumie, ale to jest w końcu najlepsza przyjaciółka dziewczyny, o której próbuję zapomnieć.
- A co tam u cie...
- Marta! - podbiegł do niej Kamil.Wyglądał na bardzo zdenerwowanego.Jego wzrok był nie spokojny, kiedy patrzył na blondynkę. - Zmiana planów jedziemy do szpitala..!
 Brunet przeczesał swoje włosy i spojrzał na mnie jakbym zrobił coś okropnego.
- Coś się stało? - zapytała z szeroko otwartymi oczami.
To nie grzeczne, ale nie mogłem przestać słuchać ich rozmowy.
- Paula.....ona....- jego język się plątał, a słowa z trudnością wchodziły z ust.
- Mów!Co z nią! - Marta zerwała się z krzesła i stanęła na nogi.
Moje serce zaczęło bić mocniej, kiedy padło imię brunetki.Boje się.Mój oddech zaczął być nie równy.Moje ręce dygotały.
- Nie wiadomo czy się wybudzi.

Od Autorki:
Trochę krótki, ale myślę, że ciekawy :)
Zapraszam Was na nowego bloga.Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
http://whisper-ms.blogspot.com/

10 KOMENTARZY = NEXT

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 17

,,Nie pytaj mnie, czy jest okej.''

Obudziłam się z silnym bólem głowy.To zapewne przez sporą dawkę alkoholu, którą wczoraj zażyłam.Zaraz mi głowa eksploduje!Nie wytrzymam!
Zwlokłam się z łóżka i leniwym krokiem udałam się do kuchni.Nikogo tam nie zastałam.Otwierając lodówkę, moją uwagę przykuła niewielka różowa karteczka.

Pojechaliśmy pozałatwiać ważne sprawy przed ślubem.
Karolina poszła do koleżanki.
Wrócimy wieczorem.Pieniądze masz na stole.
                                                                                                          Tata.

Pieprzony ślub!Rzygać mi się chce, gdy o tym pomyślę.Nienawidzę ich za to.Jeżeli pobiorą się to nigdy im tego nie wybaczę.Zrobię wszystko, by uprzykrzyć im życie.
Nalałam do szklanki soku.Sięgnęłam do półki z lekami i wyciągnęłam coś na ból głowy.Popijając tabletkę przypomniało mi się coś bardzo ważnego.
Pobiegłam do swojego pokoju w poszukiwaniu telefonu, a gdy go znalazłam szybko weszłam w wiadomości.

Do: Sandra
Załatw mi te tabletki jak najszybciej.

Dopiero teraz zauważyłam setki nieodebranych połączeń od Dawida.Są z godzin 23:15-23:58.Potem dostałam od niego ze trzy sms'y o tej samej treści - Wszystko dobrze?Gdzie jesteś?
Postanowiłam mu odpisać.

Do: Kwiat
Wszystko ok

Miłe, że się martwił.Chociaż z drugiej strony nie zwracał na mnie uwagi, gdy byliśmy wszyscy w klubie.

Od: Kwiat
Miałem nadzieję, że coś dla Ciebie znaczę.Mimo wszystko głupio w to wierzyłem.Aloha Team mnie przed Tobą ostrzegał.Ale nie.Musiałem Cie bronić.Wiedziałaś o tym, że przez Ciebie odsunęli się ode mnie?Nie.Nigdy nie zapytałaś jak się z tym czułem.Nie obchodziło Cie to.Mogłem się domyśleć, że to wszystko tak się skończy.Tylko żałuje, że tyle dla Ciebie poświęciłem.

Czytałam tą wiadomość setki razy i nadal nie rozumiem co się stało.Co ja zrobiłam?Czemu czuję takie dziwne kłucie w środku?
Chodziło mi o to, aby cierpiał, prawda?O to właśnie walczyłam od początku.Szkoda tylko, że nawet nie mam pojęcia co takiego zrobiłam, że nagle stał się taki wobec mnie.
Gdy telefon zawibrował myślałam, że to znowu Dawid, ale się pomyliłam.

Od: Sandra
Podrzucę Ci je w sobotę ;)

Do: Sandra
Okej.Dzięki.

Muszę wiedzieć co zrobiłam.Inaczej nigdy się nie ucieszę z tego, że on wreszcie cierpi.A może już mnie to nie cieszy?
Pogubiłam się w tym wszystkim.


***

Dzień za dniem mijał, a ja nie miałam odwagi zapytać go w prost czemu nagle mnie znienawidził.Gdy raz stanęłam pod ich drzwiami, chwilę później zrezygnowałam.Po prostu stchórzyłam.
Karolina do tej pory się do mnie nie odzywa.Sprawa, w którą ją wrobiłam ucichła.Dostała głupią karę.To takie nie sprawiedliwe.Mnie, by zaczęli od razu osądzać.
Dzisiaj mamy już pierwszy sierpnia.Sandra obiecała dać mi te tabletki.Najpierw muszę wywołać małą sensację.Potem samo jakoś pójdzie,
-Wychodzę!
Krzyknęłam na cały dom, żeby ktokolwiek mnie usłyszał.Opuściłam naszą posiadłość i zmierzyłam do parku.Umówiłam tam się z Sandrą.
Szłam nie patrząc zbyt uważnie na drogę przed sobą.Moja głowa była pochłonięta myśleniem.Nie miałam ochotę na nic.Nie wiem czemu.Jakoś czuje się taka....samotna?Niekochana?To głupie.
W oddali dostrzegłam kogoś, ale to na pewno nie moja przyjaciółka.Gdy zbliżałam się w stronę tej osoby wiedziałam już kto to jest.
-Poczekaj!-Krzyknęła, gdy zamierzałam skręcić w prawo, aby pójść inną ścieżką.Po chwili jej ręka znalazła się na moim ramieniu.Niemal od razu ją odtrąciłam.
-Czego chcesz?
Dominika posłała mi spojrzenie pełne współczucia.
-Musisz z nim porozmawiać.Wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie.-Powiedziała spokojnie
-Nie chcę z nim rozmawiać.-Odparłam oschle-Z Tobą też nie, więc możesz dać mi już spokój?
-Gdyby nie interesowało Cie co z nim to byś już dawno odeszła.-Zauważyła.I przyznam, że te słowa nie są puste.Jest w nich trochę prawdy.
Westchnęłam siadając na ławce, a Dominika chwilę później zajęła miejsce obok mnie.
-Spotkasz się z nim?-Ciągnęła dalej 
-Nie.-Zaprzeczyłam-Nie będę z nim rozmawiać.Nie wiem dlaczego taki jest, ale skoro to uważa za słuszne to... to nie będę próbowała tego zmienić.
-Na prawdę nie wiesz co zrobiłaś?
-Tak.-Przyznałam-Na prawdę.
-Całowałaś się z jakimś chłopakiem na jego oczach, a potem razem znikliście z klubu.Dawid podejrzewa, że potem doszło między wami do czegoś więcej.-Wypowiadała te słowa z lekkim żalem w głosie
-Muszę iść.-Bardzo wyczuwalne jest to, że właśnie ją spławiłam?
-Paula, ale..
-Sandra na mnie czeka!-Krzyknęłam zrywając się w bieg.Słyszałam jeszcze jakieś wołanie za mną.Gdy byłam wystarczająco daleko zaczęłam iść, a mój oddech po woli się regulował.

***

-Moim zdaniem to przegięcie.-Skomentowała Sandra cały mój plan, który jest ostateczną próbą pozbycia się dwóch pustych blondynek z mojego domu.
-Nie obchodzi mnie co o tym sądzisz.Po prostu mi pomóż.Na Martę nie mam co liczyć, bo zrobi mi tylko kazania.-Odparłam.Chciałam tylko pozbyć się intruzów z mojego domu oraz życia.-To jak?
-Kiedy zamierzasz zacząć?-Jej pytanie potraktowałam jako zgodę w udziale mojego planu
-Dziś.
-Dziś?-Powtórzyła po mnie-Nie za szybko?Twój ojciec mnie od razu wyrzuci jak tylko zobaczy mnie w waszym domu.
-Nie zrobi tego, gdy jego córka będzie w rozsypce.-Wzruszyłam ramionami
Zapadła chwila ciszy, a ja sobie przypomniałam o naszej ostatniej akcji z testerką.
-Co z siostrą?-Zapytałam od razu
Sandra przez chwilę patrzyła na mnie za zmarszczonymi brwiami, ale zaraz na jej twarzy wymalowało się porozumienie.
-A co ma być?Jest zła i wdzięczna jednocześnie.
-Powinna Ci podziękować, a nie mieć jakieś cholerne żale.-Wtrąciłam swoje zdanie na ten temat.Sandra pokiwała głową w zgodzie ze mną, ale nic nie powiedziała,
-Nie wierzę, że to już druga połowa wakacji.-Westchnęłam rozczarowana tym faktem.Szybko zleciało, a ja nie zrobiłam nic szalonego.
Nic poza kąpielą nago z Dawidem.
Moje usta nagle zrobiły się suche, a uczucie wewnątrz mnie tak bardzo teraz pragnęło poczuć jego wargi.Jego ciało, które mnie ogrzewało, gdy leżeliśmy u mnie w pokoju wtuleni w siebie.Chce znowu poczuć jego ramiona wokół mnie.Lubię to uczucie, gdy dzięki temu czuję bezpieczeństwo.Tęsknie za leniwymi dniami z nim przed telewizorem.Bawił się moimi palcami u dłoni udając, że film, który wybrałam go interesuje.Oddałabym wszystko, żeby znowu zobaczyć jego zirytowaną minę, gdy udaje, że jakiś chłopak bardzo mi się podoba.Chcę wrócić do dnia, w którym staliśmy w długiej kolejce do kasy, a jakieś dwie staruszki uznały nas za ładną parę.Tęsknie za nim i za tymi wszystkimi małymi rzeczami.
-Paula?-Moje rozmyślenia przerwała Sandra, wypowiadając cicho i delikatnie moje imię-Wszystko okej?
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moje oczy zrobiły się szkliste.Nerwowo bawię się palcami, a mój oddech jest nie równy.
-T..tak.-Wyjąkałam.Zdziwiłam się tym.Nigdy się nie jąkałam, więc co się teraz stało?
-Na pewno?-Zmartwiła się-Wiesz, że możesz mi powiedzieć.Ulży Ci.
Pokręciłam szybko głową,Próbowałam wymusić chociaż malutki uśmiech na mojej twarzy, ale to był błąd.Zamiast uśmiechu pojawiła się łza.Spływała po moim policzku i tworzyła mokry ślad.
-Nie mów teraz, że jest w porządku.Nie jestem ślepa.-Powiedziała analizując mnie troskliwie 
-Nie pytaj mnie, czy jest okej.
Wstałam z ławki i zaczęłam odchodzić.Daleko nie doszłam.Sandra zaraz zjawiła się obok i szła dotrzymując mi kroku.Milczenie nie pomagało, a rozmowa wszystko by pogorszyła.
-Chcę do mamy.-Słowa żałośnie wyleciały z moich ust.
Moje nogi w jednym momencie ugięły się przez co siedziałam na trawie, która nadal jest wilgotna po nocnej ulewie.Sandra od razu mocno przytuliła mnie do siebie.
-Zaczynam się o Ciebie bać.-Wyszeptała
-To miała być głupia zabawa skutkiem zniszczenia ich.-Wychrypiałam, a kolejne łzy poleciały po moich rozgrzanych policzkach.
-Zniszczyłaś siebie.
I to jest prawda.Ujęła wszystko co się dzieje w dwóch słowach.Nie trzeba nic więcej mówić.Teraz to do mnie dochodzi.Po woli, stopniowo, ale jednak.
-Popełniłam najgorsze życiowe głupstwo.-Wytarłam oczy.Zapewne są teraz czerwone.
Sandra patrzyła na mnie.Chciała coś powiedzieć, ale nie umiała dobrać słów.Wiem co teraz czuła.Obchodziła się ze mną jak z tykającą bombą.
-Chyba się zakochałam.-Zakryłam szybko twarz dłońmi, a łzy znowu wyleciały z moich oczu.Nie próbowałam ich nawet powstrzymać.Już nie mam siły.Staję się słaba.
-To nie jest głupstwo.Miłość to cudowne uczucie.-Pocierała moje plecy, chcąc dodać mi otuchy
-Nie w moim przypadku.-Pokręciłam głową
-W każdym przypadku.
-Nie chcę o tym rozmawiać.-Ucięłam temat.Będę od tego uciekać.Może głupie rozwiązane, a czy skuteczne?Przekonam się.
-Mogę Ci zdać, aby jedno pytanie?
Pokiwałam głową i czekałam, nie wiedząc czego się spodziewać.
-Chodzi o Dawida?Zakochałaś się w nim?-Każde słowo mówiła po woli.Wypowiadała ostrożnie i cały czas patrzyła mi w oczy.
-Nie mów, że 'zakochałam się'.Przed tymi dwoma wyrazami postaw jeszcze 'chyba'.-Poprawiłam ją.Wstałam na nogi widząc jak co chwile ktoś na nas zerka z zainteresowaniem.
-Może wybierzemy się dzisiaj nad jezioro?Zadzwonimy jeszcze po Kamila, Wiktorie i Martę.To poprawi Ci humor.-Zaproponowała i również podniosła się z ziemi
-Niech będzie.-Wzruszyłam ramionami
Dzisiaj na prawdę wszystko jest mi obojętne.Nawet nie zamierzam realizować planu.Zostawię to na inny dzień.Teraz muszę wszystko poukładać sobie w głowie i odnaleźć się w nowej sytuacji.W roli zagubionej dziewczyny.
-To ja się wszystkim zajmę.Będę ze wszystkimi u Ciebie koło szesnastej.Do zobaczenia.-Cmoknęła mój pliczek i zaczęła kierować się w stronę swojego domu.-Tylko nie rób niczego głupiego!
Zignorowałam jej słowa i ruszyłam w swoim kierunku.

***

Jechaliśmy już jakieś dwadzieścia minut.W samochodzie było głośno.Wszyscy rozmawiali, a raczej przekrzykiwali się.Do tego leciała muzyka.Nie sądziłam, że w takiej atmosferze nadal nie będę miała siły na nic.
Skręciliśmy z autostrady na jakąś polną drogę.
-Pyśka co z Tobą?-Zwrócił się do mnie Kamil.Rzucił mi spojrzenie przez lusterko.Wszyscy teraz patrzyli na mnie.Ugh.-W króla ciszy się bawisz?-Zachichotał pod nosem
-Nie wiem.-Wzruszyłam ramionami i wymusiłam uśmiech
Znowu zamilkłam, a oni powrócili do swoich głośnych rozmów.Gdy auto zatrzymało się, Kamil oznajmił nam, że jesteśmy już na miejscu, ale trzeba kawałek przejść.Wyciągnęliśmy wszystkie nasze rzeczy z bagażnika i ruszyliśmy.
Słyszeliśmy jakieś śmiechy nad wodą, więc kilka osób pewnie wpadło na ten sam pomysł co my.Widząc co to za ludzie, mina od razu mi zrzedła.
-Wracajmy.-Powiedziałam i stanęłam w miejscu
Mój wzrok cały czas utkwiony był na wesołym Aloha Team'ie.Nawet Karolina tu była.Po chwili Dawid jakby wyczuł, że ktoś im się przygląda i spojrzał na mnie.Przestał się uśmiechać.
-Czemu?Nie wygłupiaj się.-Marta złapała moją rękę i pociągnęła za sobą.Trójka pozostałych przyjaciół ruszyła za nami.Rozłożyliśmy nasz jeden duży koc, a Wiktoria od razu zrzuciła z siebie swoją różową sukienkę.Wyciągnęła z koszyka banana i zaczęła go jeść.
-Jak zawsze głodna.-Zaśmiała się Sandra
Gdy znowu spojrzałam na Dawida, który nadal był w wodzie zachciało mi się płakać.Ale muszę być silna.Tak jak byłam zawsze.Muszę być z daleka od niego.Może wtedy mi to uczucie minie.
Poczułam jak ktoś łapie mnie za nogi, a po chwili leże już na nagrzanej ziemi.Tym ktosiem okazał się Kamil.Cały czas trzymał moje nogi, po chwili Marta złapała moje ręce.Piszczałam i wyrywałam się, ale to powodowało tylko śmiech u całej czwórki przyjaciół.
-Ej!To nie jest śmieszne!-Krzyknęłam wymachując rękami i nogami.Bez skutku.-Moje ubrania będą mokre!
-Spokojnie!Wyschnął!-Zachichotała Wiktoria
Nasza grupka narobiła strasznego hałasu przy brzegu jeziora.Wszyscy się na nas patrzyli.Jedynie Dawid wyszedł z wody i wydawał się trochę jakby zdenerwowany.
Poczułam jak całe moje ciało znajduje się pod wodą.Szorty i koszulka w mgnieniu oka stały się mokre.Wynurzyłam głowę i przetarłam oczy, a gdy spojrzałam na przyjaciół, wszyscy się śmiali.
-Dzięki.-Warknęłam.Zbliżam się po woli do brzegu.-Teraz wrócę w mokrych ubraniach.
-Nie przesadzaj.Połóż na słońcu i wyschną.-Poradziła Sandra.
Tak też zrobiłam.Leżałam na kocyku w moim czarnym bikini i chciałam trochę odpocząć.
-Grasz w siatkę?
Koniec spokoju.Marta swoim pytaniem zniszczyła mi chwilę relaksu.
-A muszę?-Jęknęłam patrząc na nią
-Musisz.-Pokiwała głową-Chodź.
Podniosłam się na nogi i pomaszerowałam za blondynką.Byłam w drużynie z Martą i Wiktorią na Sandrę i Kamila.Po dziesięciu minutach gry było 1:1.Przyszykowałam się do odbioru piłki, która leciała wprost na mnie.Ugięłam lekko nogi w kolanach i poczułam jak coś we mnie uderza.To nie była piłka.Piłka jest o wiele mniejsza.Zdziwiona spojrzałam za siebie i ujrzałam Dawida.Stanęliśmy do siebie przodem, a nasze ciała były niebezpiecznie blisko siebie.Nasze wzroki krzyżowały się ze sobą, a czas jakby stanął w miejscu.Szum wody i głosy osób wokół nas słyszałam jak echo w tunelu.

Od Autora:
Mam nadzieję, że Wam się podoba, bo ja jestem w sumie zadowolona z tego rozdziału.
Przy tym rozdziale chyba nie będę się bardzo rozpisywać xD
Przypominam o nowym blogu, który zacznie funkcjonować już w tym miesiącu :D Jeżeli chcecie wiedzieć więcej to śmiało pytajcie tutaj --> http://ask.fm/WhisperFF
I mam super ważne pytanie!Znacie jakieś fajne piosenki?Nie ważne, czy dołujące, czy przeciwnie.Cokolwiek.Niedługo jadę do rodziny (6 godzin :o).Jeżeli znacie coś fajnego to byłabym wdzięczna, gdybyście podali tytuły lub linki w komentarzu pod tym rozdziałem :)
Pytania do komentujących: 
-Sądzicie, że przypuszczenia Dawida są słuszne o tym, że między Paulą, a tym chłopakiem z klubu doszło do czegoś więcej?
-Pogodzą się szybko?
-Dawid ma prawo złościć się o to na Paulę?
-Paula wyzna Dawidowi, że chyba coś do niego czuje?

10 KOMENTARZY = NEXT