piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 9

,,Wiem ,że jestem suką i równie dobrze mogłam przejść obojętnie, 
ale nie mogłam Cię tam zostawić."

Sandra okazała się strasznie głupia.Organizuje razem ze mną i innymi osobami urodziny dla Marty.Tymczasem zapytała się mnie czy spotkamy się we wtorek, bo muszę jej w czymś pomóc.Co za pusta dzida!Ja nie wiem o czym ona myślała.Wyleciały jej z głowy te urodziny czy jak?
-Będziesz już szła?-Zapytała mnie Ewa, gdy weszłam do kuchni
-Tak.
-Dalego to?Może Cię podwieźć?-Zaoferowała swoją pomoc.
Pokręciłam przecząco głową.
-Nie, zarz powinna być po mnie koleżanka.
To udawanie miłej jest dla mnie jak najgorszy sen - koszmar.Wczoraj po tym jak dałam Karli tego pendrive'a, byłam zmuszona do przesłuchania połowy piosenek.Wróciłam do siebie do pokoju dopiero, gdy tata zaczął krzątać się po kuchni.Szukał czegoś na ból głowy.Powiedział nam, żebyśmy poszły spać, bo nie wstaniemy do szkoły.Wtedy po raz pierwszy od bardzo dawna z uśmiechem  na twarzy, zrobiłam to, o co nas poprosił.
Telefon w mojej czarnej małej torebce przewieszonej przez ramię zaczął wibrować.

Od: Sandra
Czekam przed domem.

-Tato ja już idę!-Wykrzyczałam na całe gardło.Ewa aż się skrzywiła.Musiałam.Inaczej potem by mi wyprawił monolog o tym, że mam informować o swoim wyjściu z domu.
Usłyszałam za sobą ,,Baw się dobrze!" i stałam już na zewnątrz.Ujrzałam samochód brunetki, więc szybko zmierzyłam w jego kierunku.
-Cześć.-Przywitałam się, zapinając pasy, a w tym czasie auto ruszyło-W jakim klubie to się odbędzie?
-Mówiłam Ci setki razy......-Westchnęła-W Energy.
-Tata rano pojechał tam zawieść dekoracje.-Oznajmiłam-Mam nadzieję, że wygląda to jakoś.....przynajmniej  na takie ,,Wow'' ze strony Marty.
-Nie martw się.Widziałam wszystko i wygląda rewelacyjnie!-Zawołała ucieszona-Marta nadal o niczym nie wie.Przywiezie ją Oliwka.

***

Wysiadając z samochodu uderzyła we mnie głośna muzyka.Od razu spojrzałam na wejście do klubu.Drzwi były otworzone, a przy nich stało dwóch ochroniarzy.Pilnowali, aby na imprezę wchodzili, tylko zaproszeni goście.Mięli tam taką listę i sprawdzali wszystkich, którzy chcieli dostać się do środka.
-Chodź.-Zawołała mnie Sandra-My wejdziemy tylnym wejściem.
Ucieszyłam się, że nie będziemy musiały stać w tej kolejce.Z oddali widziałam praktycznie wszystkie znajomy twarze.Na urodziny zostało zaproszone około dwieście osób.
Przeszliśmy obok kontenerów, a mnie aż skrzywiło od tego smrodu.Sandra widząc to zaśmiała się i otworzyła ciężkie metalowe drzwi.Fala gorąca dochodząca z środka zalała moje ciało.Aż odechciało mi się tam wchodzić.
-Marta powinna już tu być.
Spojrzałam na brunetkę i uśmiechnęłam się.Wyciągnęłam z torebki prezent dla mojej przyjaciółki i weszłam do środka.Po godzinnym chodzeniu po sklepach zaszłam do jubilera.Szukałam czegoś odpowiedniego aż wpadłam na genialny pomysł.Zamówiłam naszyjnik z napisem.10.03.To bardzo ważny dzień.Kilka lat temu tego dnia poznałam się z Martą.
Gdy w tłumie ujrzałam blond czuprynę, szybko ruszyłam w tamtym kierunku.Przytuliłam mocno przyjaciółkę od tyłu, a ona zaskoczona odwróciła się twarzą do mnie.
-Paula!-Dziewczyna odwzajemniła uścisk-Dziękuję!Myślałam, że wszyscy zapomnieliście! 
-Żartujesz sobie!?-Prychnęłam odsuwając się lekko od dziewczyny-Pamiętamy i to bardzo dobrze!
Marta jeszcze raz mnie mocno uściskała i musiała odejść, bo wołali ją inni goście.Jednak zatrzymałam ją i wcisnęłam w ręce małe pudełeczko.
-Mam nadzieje, że się Tobie spodoba.
-Dziękuję.-Uśmiechnęła się szeroko i znikła w tłumie znajomych sylwetek 
Rozejrzałam się po klubie, a szereg moich ząbków zabłysną.Mimowolnie ruszyłam w stronę baru.Zajęłam miejsce obok jakiegoś chłopaka.W ogóle go nie kojarzyłam.
-Co dla Ciebie?-Zwrócił się do mnie barman.No tak, Sandra ma dziś wolne...  
-Coś mocnego.
Znowu popatrzyłam na tego chłopaka, ale nie mogłam w ogóle rozpoznać tej twarzy.Zrezygnowałam z główkowania nad tym, czy znam go, a może nie.
Chwyciłam za drinka, który już stał przede mną i wypiłam go szybko.Zeskoczyłam z wielkiego krzesła.
Przepychałam się przez tłumy ludzi.Szukałam Sandry albo Marty.Pisnęłam cicho, gdy czyjaś duża dłoń zacieśniła się na moim nadgarstku.
Szybko odwróciłam się przodem do osoby, która kurczowo mnie trzyma.
-Gdzie tak uciekasz?-Zapytał przybliżając się do mnie-Czytałaś kartkę?
Pokiwałam głową.Nie umiałam w tym momencie wydusić ani słowa.Jakbym straciła swoją pewność siebie.
-Mam do Ciebie pytanie.-Oznajmił spokojnym głosem.
Wstrzymałam oddech i czekałam no to co powie za chwilę.Sekundy stały się dla mnie wiecznością.Jego usta, które tak bardzo chciałabym pocałować, formowały się w piękny uśmiech.
-Masz może ochotę gdzieś wyjść w niedzielę?
Spojrzałam w jego błyszczące oczy.Poczułam to.Poczułam jak nasila się uczucie we mnie.My tylko rozmawiamy, ale dla mnie to staje się momentem, którego nie zapomnę nigdy.
-Randka?-Zapytałam nie pewnie
Marcin chwycił moją dłoń i mocno ścisnął.Jakbym zaraz miała uciec.Chciałabym mu teraz powiedzieć, że może być spokojny...że nigdy tego nie zrobię.
-Chce ten czas spędzić z Tobą.
Posłałam mu najpiękniejszy uśmiech, na jaki mnie tylko stać.Odwzajemnił ten gest i pociągnął mnie za sobą na parkiet.

Dawid POV:

Przebrany w strój sportowy zszedłem z boiska.Opadałem z nóg.Dzisiaj trener dał nam porządny wycisk.Wszystko po to, aby utrzymać kondycję.Za dwa tygodnie mamy bardzo ważny mecz, a do tego czasu czeka nas wiele godzin męczącego treningu.
Wszedłem do szatni i nie przebierając się już, chwyciłem pasek od torby zawieszając ją sobie na ramieniu.
-Dawid, czekaj na nas!-Zawołał za mną Wrzosek, gdy chciałem już wyjść z szatni
-Na piechotę chcesz wracać?-Odezwał się cały zdyszany Daniel-Wrzosiu jest samochodem.
Przytaknąłem i wyszedłem krzycząc, że czekam na parkingu.Odszukałem auto przyjaciela i oparłem się o jego maskę.Na dworze panowała już ciemność.Nic dziwnego.Dochodziła już godzina dwudziesta pierwsza.Czasem trzeba się poświęcić i na prośbę trenera przyjść wieczorem do szkoły.
Chłopaków nie ma już dłuższy czas.Gdybym wiedział, że tyle im to się zejdzie poszedł bym sobie po woli piechotą.
Zobaczyłem trzy sylwetki w oddali.Z chwili na chwilę, były coraz bliżej.Ignorowałem ich, choć tak na prawdę trochę się zaczynałem bać.Oni idą w moją stronę , idą w moją stronę......w moją stronę!.Cholera! Gdzie chłopaki!?!
Spokojnie Kwiatkowski.....nie zachowuj się jak baba!
Dwóch chłopaków i drobna dziewczyna stanęli na przeciwko mnie.Na oko byli w moim wieku, może trochę starsi.
-Cześć.-Powiedział blondyn stojący po środku.Chłopak patrzył bezpośrednio na mnie i widziałem, że jest trochę zdenerwowany.-Jest sprawa.
-I nie przyjmujemy odmowy.-Dodał drugi
Spojrzałem na tą drobną dziewczynę.W jej oczach widniał strach.Ona się bała.Jej wzrok szybko utkwił na mnie, jakby poczuła, że na nią patrzę.
-Mianowicie?-Zapytałem, nie wiedząc czego się spodziewać
-Spróbujesz pokonać Alana w piciu alkoholu.-Blondyn spojrzał na swojego kolegę, więc też to zrobiłem, ale po chwili wróciłem wzrokiem
-Nie jestem pełnoletni.-Usprawiedliwiałem się-Nie mogę jeszcze spożywać alkohol.
-Proszę Cie....-Prychną....Alan, tak mu na imię.-Nikt nie każe Ci nikogo zabić.To tylko małe zawody.
-Chłopaki, to głupie.-Wtrąciła się ich towarzyszka-Dajcie mu spokój.
-To jak?-Zignorowali ją i dalej dążyli do swego
-Chyba, że pękasz..-Prychnął Alan
-Nie...-Przerwałem im naśmiewanie się ze mnie-Zgoda.

Paula POV:

Po tym jak Marta zdmuchnęła świeczki, impreza rozkręciła się całkowicie.Mało kto był jeszcze trzeźwy.Marcin cały czas jest obok mnie.Zdążył trochę wypić i czasem gada jakieś głupoty.Odziwo ja wypiłam tylko jednego drinka na samym początku imprezy.
-Głowa mi pęka.-Westchną nie zadowolony Marcin-Jest tu coś przeciwbólowego?
-Leków nie miesza się z alkoholem.-Upomniałam go-Może wyjdziemy na świeże powietrze?
-Yhy.
Pociągnął mnie za rękę i ruszył ku wyjściu z klubu.Mijaliśmy spocone ciała znajomych osób i z muzyką huczącą w uszach wydostaliśmy się na zewnątrz.
Ruszyliśmy powolnym krokiem po oświetlonym chodniku.Wyciągnęłam z torebki telefon i sprawdziłam, która godzina - 01:41.
-Jesteś śliczna.-Wymruczał mi uwodzicielskim głosem do ucha, a jego ręka cały czas mnie obejmowała-Pociągasz mnie.Chciałbym, żebyś zawsze była moja.
-Chciałbyś, aby była Twoja?-Pierwszy raz byłam tak zawstydzona
Nagle chłopak pchnął mnie lekko w stronę ściany i swoim ciałem mnie do niej przycisną.Mój oddech był coraz szybszy.Wpatrywałam się w niego i powstrzymywałam, żeby tego nie zrobić.
-Zależy mi na Tobie.
W najmniej spodziewanym momencie przywarł do moich ust.Zszokowana tym gestem nie byłam w stanie odwzajemnić pocałunku.Moje nogi stawały się jak z waty.Gdyby teraz nie trzymał mnie między swoim ciałem, a chłodną ścianą - upadłabym.Gdy zaczęłam z nim współpracować czułam jak nasze usta tworzą idealną całość.
Przekręciłam głowę w bok, tym samym zabierając mu dostęp do moich ust.
-Coś się stało?-Zapytał od razu robiąc krok do tyłu
-Wiem, że znamy się bardzo długo, ale.....-Nabrałam świeżego powietrza, żeby uregulować swój oddech-Nie jestem gotowa na związek.
-Rozumiem.-Jego tęczówki traciły swój kolor, robiły się szare.-Ja już pójdę.Do zobaczenia.
Odwrócił się i odszedł.Chciałam go zatrzymać, ale co niby miałabym powiedzieć?Przed chwila go zraniłam.Do niczego innego się nie nadaję!Ranię wszystkich.
-Jestem beznadziejna.-Wyszeptałam do siebie, dalej patrząc jak chłopak odchodzi chwiejnym krokiem.
Gdy znikł mi z pola widzenia postanowiłam wrócić do domu.Nie mam ochoty już na żadne imprezowanie.Straciłam humor i resztki sił do normalnego funkcjonowania dzisiejszej nocy.

Dawid POV:

Po woli otwierałem oczy.Utrudniało mi to zbyt jaskrawe światło.Chciałem podnieść rękę, żeby przetrzeć powieki, ale miałem zbyt mało siły.
Nie przyjemny zapach sprawił, że od razu zorientowałem się, gdzie jestem.Szpital.Tylko co ja tu robię?Jak się tu znalazłem?
Zamrugałem kilka razy, a obraz przed moimi oczami wyostrzył się, dzięki czemu widziałem lepiej.Chciałem uzyskać odpowiedź na moje pytania, gdy na salę wszedł doktor.Widząc mnie, lekko się uśmiechnął.
-Widzę, że Pan się już obudził.-Oznajmił zadowolony-Jak się Pan czuje?
-Słabo.-Odparłem o siłach.Patrzyłem ślepo w jego biały mundurek lekarski i zastanawiałem się nerwowo co zaraz usłyszę.-Kiedy będę mógł stąd wyjść?
-Najszybciej za dwa, trzy dni.
-No to pięknie....-Westchnąłem z wyrzutem-Co w ogóle mi się stało?
-Zużył Pan dużą dawkę alkoholu..-Zamilkł na chwilę i z poważną miną spojrzał mi w oczy.-Wręcz śmiertelną.
Na te słowa moje oczy przybrały kształt złotówki.Dawka śmiertelna!?Jedną nogą stąpałem po granicy śmierci!?Nie.. to nie jest możliwe!Ja chcę do domu!
-Gdyby nie dziewczyna, która znalazła Pana i zadzwoniła po pogotowie...
-Niech Pan nawet nie kończy tego zdania!-Wzdrygnąłem się, a moje ciało z chwili na chwilę miało coraz to więcej energii
-Spał Pan kilka godzin.-Zmienił temat
-A ta dziewczyna?Mówiła Panu jak się nazywa?Pamięta Pan chociaż jak ona wyglądała?-Zadałem kilka pytań na raz-Na kolanach będę jej dziękować....Nawet nie chce myśleć jakby to mogło się skończyć.
-Ona nadal tu jest.
Zilustrowałem twarz doktora, a w moich oczach zaświeciły się iskierki.Nie dość, że uratowała mnie...to nadal tu jest.Oddam za nią wszystko!Będę nosić ją na rękach....
Uniosłem się trochę do góry, a cały świat zawirował.Szybko opadłem na poduszkę i mocno ścisnąłem powieki.Doktor coś do mnie mówił, ale skupiałem się na tym, by ból znikł.Czułem jakby głowa miał mi zaraz eksplodować.Bałem się, że ta dawka śmiertelna to początek nowego rozdziału w moim życiu.Najgorszego rozdziału.
-Niech Pan się uspokoi!-Wołał do mnie lekarz-Proszę Pana!
Wierciłem się na łóżku starając odepchnąć od siebie ból.Złapałem się za włosy i ciągnąłem je, jakby to coś miało pomóc.Nie chce tak skończyć.Proszę, nie chce.
W jednym momencie na moim ciele znalazły się jeszcze cztery ręce.Każdy coś do mnie mówił.Kazali mi być spokojnym, ale nie potrafiłem.To było silniejsze ode mnie.
-Co się dzieje!?-Ten głos...ja go znam.Jest taki delikatny, załamany.-Dawid!Dawid słyszysz mnie!?
-Nie wolno tu wchodzić!-Stanowczy kobiecy głos sprawił, że skuliłem się na łóżku.Zacząłem wyrywać sobie włosy.Nie wytrzymywałem tego.
-Dawid!-Kim jesteś?Chce wiedzieć kto mnie woła.
-Proszę stąd wyjść!Nie wolno go denerwować!
Silne ręce, które starały się mocno trzymać mnie znikły z mojego ciała.Moje serce waliło w nie możliwie szybkim tempie.
-Dawid!
Delikatne dłonie dotknęły mojego ramienia.
-Dawid.... Proszę, uspokój się.
Znam ten głos.Otworzyłem oczy i spojrzałem na twarze zwisające nade mną.Dwie pielęgniarki i doktor.Najpierw spojrzałem na drobną dłoń, a następnie na twarz dziewczyny.Moje serce stanęło.Ten widok zaparł mi dech w piersiach.Ona siedziała na łóżku, a jej dłoń gładziła mnie, abym był spokojny.
Ból w mojej głowie po woli ustawał.Zdenerwowanie znikało, ale nie ona.Ona siedziała i z mokrym oczami od łez, patrzyła na mnie.
Dlaczego ona płacze z mojego powodu?
Znowu.Znowu to wraca.
To jakaś paranoja.Ból nasilił się i wrócił trzy razy mocniejszy.Skuliłem się.Zacząłem się wiercić i trzymać za głowę.Brunetka widząc powrót mojego ''ataku'' z przerażeniem powtarzała moje imię.
Te kilka rąk co znajdowało się na moim ciele, zdawało się jakby były ich miliony.Jakby chcieli wszyscy mi coś zrobić.To było straszne.Nie umiałem z tym walczyć.
Dziewczyna przytuliła mnie do siebie, a ja poczułem jak mocno wali jej serce.Równie mocno co moje.Ten uścisk mnie trochę uspokoił, ale nie zwalczył wszystkich strasznych uczuć siedzących głęboko we mnie.
-Dawid.. słyszysz mnie?-Wyszeptała drżącym głosem-Nie denerwuj się.Jeżeli się uspokoisz wszystko będzie dobrze.
Przez chwile się nie ruszałem, ale gdy znowu poczułem na sobie te miliony dłoni zacząłem panicznie zasłaniać się rękami.Miałem wrażenie, że ktoś chce mi coś zrobić.
-Odejdźcie.... Proszę, wyjdźcie stąd.-Brunetka spojrzała na lekarzy z błagalną miną-On się uspokoi, tylko wyjdźcie stąd.
Nie czułem już żadnego dotyku.Żadnego oprócz jej delikatnych ramion, które mnie otaczały.
-To ja....Paula.-Zaczęła po woli-Pamiętasz mnie?
Nadal nie wierzę, że to ona.To jest nie możliwe.Wpatrywałem się w nią jak w obrazek, a ona robiła wszystko, żebym się odezwał.Nie umiałem.
-Proszę..powiedz coś.-Wyszeptała płaczliwym głosem-Chcę Ci pomóc, tak jak Ty pomogłeś mi wtedy...pamiętasz to?Chce dać Ci wsparcie, chce się odwdzięczyć.
-Dlaczego płaczesz?
Mój głos....On był taki ,,Odchodzę po woli.".Byłem w okropnym stanie.Nie umiem tego wytłumaczyć.Czułem jak strach mnie paraliżuje.
-Straciłam mamę, wiem jak to jest stracić kogoś kogo się kocha.-Wzmocniła uścisk.-Mimo, że sama czasem przesadzam z alkoholem...to Ty przekroczyłeś wszelkie granice.Pomyślałeś o rodzinie?
Twoi rodzice...
-Przepraszam.-Przerwałem jej wypowiadając to o siłach.
Wplotła palce w moje włosy i zaczęła się nimi bawić.Patrzyłem na nią kojąc swój strach.Czemu ona nie może zawsze taka być?Chce taką Paulę.Sprawie, że taka się stanie.Zawalczę o jej dobrą stronę.Wiem, że ją ma.Pokazała mi ją już nie raz.
-Wiem ,że jestem suką i równie dobrze mogłam przejść obojętnie, ale nie mogłam Cię tam zostawić.-Wyszeptała bezradnie

Paula POV:

Wróciłam ze szpitala spuchnięta od łez i całkowicie wyczerpana.W salonie minęłam Aloha Team.Byli jacyś poddenerwowani.Gdy mnie zobaczyli, ich miny mówiły same za siebie.Karolina zapytała co się stało, ale zignorowałam to.Nie chciałam powiedzieć, że to przez Dawida.Nie umiem określić słowami tego co ze mną się działo od momentu, w którym zobaczyłam jak leży na ziemi.Poczułam, że muszę mu pomóc.Zaczęłam się bać, że jego rodzice będą musieli przechodzić przez to co ja i mój tata.Nie życzę tego nikomu.
A w szpitalu?Ogarnęła mnie panika.Wszystkie wspomnienia wróciły.Te wszystkie godziny w szpitalu.Ból, strach......te wszystkie emocje wróciły.Nie mogła patrzeć jak toczy ze sobą walkę.
Przytuliłam go.Przycisnęłam do siebie jego roztrzęsione ciało i poczułam coś dziwnego.Niepokojącego.Urodziło się we mnie coś co kazało mi być przy nim.Zaopiekować się do póki nie wróci do normalnego stanu.
Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.Mam tego dosyć.Moje życie zmienia się w jakiś dramat.

Od Autora:
Noo...jak teraz ktoś mi tu wyskoczy z komentarzem, że rozdział nudny to się fochnę ;D Zaczyna się wreszcie dziać coś ciekawego! :D Nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów ♥
Podoba Wam się ten rozdział? Liczę na jakieś opinie! ♥♥
Moje regularne pisanie powraca! ;D xD
Nie lubię sprawdzać rozdziałów, ,żeby poprawiać błędy itd. więc nie zawsze to robię.Przepraszam ;* Ale chyba nigdy nie sprawdzę, żadnego rozdziału tak mega dokładnie xD
Ps. Zastanawiam się nad zawieszeniem/usunięciem aska. On jest raczej nie potrzebny, co? W razie pytań i tak dostaje je na facebook'u..Więc myślę, że ask nie potrzebny ;D
czytasz=komentujesz=motywujesz=szybsze dodanie rozdziału 

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 8

,,Wstydzisz się mnie?A może boisz się, że ktoś z tych Twoich bogatych koleżaneczek zobaczy Cie z takim frajerem jak ja?"

Znalazłam ogromny plus w tym moim kalectwie!
Przez cały tydzień, gdy Karla wychodziła wcześnie rano do szkoły, ja w tym czasie spałam do południa.Czuję się wypoczęta!Niestety dziś pożegnałam się z gipsem.Teraz nie będę dostawać śniadania do łóżka i będę musiała chodzić do szkoły.Na szczęście zostały tylko dwa tygodnie!Oceny są wystawione, więc żądnych testów, kartkówek, sprawdzianów ani żadnych innych zaliczeń nie będzie.
Miałam też takie szczęście, że po kolacji ze znajomymi taty mogłam od razu pójść do siebie do pokoju.Cieszyłam się, że nie musiałam siedzieć z nimi i udawać, że interesuje mnie rozmowa na dany temat.
Dziś muszę pojechać do Arkadii w bardzo ważnym celu.We wtorek są urodziny Marty, a ja nadal nie mam dla niej prezentu!Przypominam, że dziś mamy niedziele!
Po obiedzie szybko ruszyłam do centrum handlowego.Dzisiejszy dzień był strasznie gorący.Założyłam na siebie zwykłe szorty, miętową bluzkę do pępka i białe trampki.Na nos zarzuciłam czarne Ray Bany.
Wchodząc do pierwszego ze sklepów moje okulary zawiesiłam na bluzce.
Nie wiedziałam co w ogóle powinnam jej kupić.Nie mam żadnego pomysłu.Chodziłam ze sklepu do sklepu aż w końcu się zmęczyłam.Usiadłam na ławce i westchnęłam z bezradności.
Paula myśl, myśl, myśl, myśl, myśl...
Co takiego chciałaby dostać Twoja przyjaciółka na urodziny? ''Coś fajnego'' 
-Paula?
Mimowolnie wzrokiem powędrowałam za głosem wypowiadającym moje imię.Spojrzałam na chłopaka, który idzie w moją stronę, a po chwili siedzi już obok mnie.
-Cześć...-Przywitałam się grzecznie, co aż dziwne
-Cześć.-Posłał mi słodki uśmiech-Co Ty tu tak siedzisz pozbawiona życia?
-Niedługo są urodziny Marty, a ja nie mam dla niej prezentu.-Westchnęłam-Nie mam pojęcia co jej kupić, nic nie przychodzi mi na myśl.
Dawid siedział cicho.Zastanawiałam się, czy nie wie co mi powiedzieć, czy myśli co mogła bym kupić dla przyjaciółki.
-Miałem teraz spotkać się z Team'em w Maku, ale mogę Ci pomóc jeżeli chcesz.-Zaproponował, co mnie kompletnie zbiło z tropu.
Zawsze byłam dla niego nie miła, a on teraz chce mi pomóc?Szczerze mówiąc to gdybym była kimś innym i wiedziała jakie rzeczy wywinęłam to bym trzymała się od siebie z daleka.
-Poradzę sobie.-Zapewniłam wstając z ławki
-Na pewno?-Zapytał-Jakby co to dzwoń, okej?
-Nie mam Twojego numeru.-Powiedziałam to zanim przemyślałam co chcę powiedzieć.Było za późno.
Sięgnął po coś do kieszeni, a po chwili podał mi swój telefon.
-Trzymaj.Zapisz mi swój numer i daj mi swój telefon.
Zrobiłam to o co mnie poprosił.Wystukałam dziewięć cyferek w jego telefonie  i mu go oddałam.Po chwili dostałam również swoje urządzenie.Spojrzałam na wyświetlacz.Dawid zapisał się w moich kontaktach jako ,,Kwiat".
Nie wiem dlaczego zgodziłam się na wymianę numerami.Jestem głupia!
-Dobra....idź już sobie.-Rozkazałam nie miłym tonem
Dawid wstał z ławki i staną na przeciwko mnie.Wpatrywałam się w niego jak w obrazek i czekałam na to co powie.
-Czemu?-Zapytał z wyrzutem-Wstydzisz się mnie?A może boisz się, że ktoś z tych Twoich bogatych koleżaneczek zobaczy Cie z takim frajerem jak ja?
Teraz nawet on zrobił się chamski.Ostatnio Dawid jest osobą, z którą kłócę się najczęściej.Mimo, że się w sumie nie znamy.Nic na to nie poradzę.Gdy go widzę zaczynam się denerwować i nie umiem powstrzymać się od głupiego komentarza.
-Nie Twoja sprawa!-Warknęłam
-Wiesz co w Tobie jest najgorsze?-Zapytał spokojniej, patrząc mi prosto w oczy.Po moim ciele przeszły ciarki.
-To że nie należę do najmilszych osób?
-To że ranisz wszystkich.-Zilustrowałam jego twarz i wiedziałam, że coś go gryzie.Nie mogłam zapytać o co chodzi.Przed chwilą byłam chamska i nagle jakbym zaczęła się martwić?To nie wchodzi w grę.
-Nie znasz mnie.
-To może daj mi szansę Cie poznać.Pokażesz mi jaka jesteś na prawdę, a potem dam Ci spokój.-Przeczesał ręką włosy-Udowodnij mi, że nie jesteś taka jak mówią wszyscy wokół.
-Nie.-Zaprzeczyłam stanowczo-Nie muszę nic Tobie udowadniać.Tobie ani nikomu innemu.
-Nie jesteś fair wobec innych.-Oznajmił
Odwrócił się za siebie i odszedł.Stałam i patrzyłam na niego.Denerwuje mnie to jak bardzo ten chłopak chce zmienić moje życie .Nie powinien się tym interesować.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam dalej szukać prezentu dla Marty.

***

 Od: Sandra
Spotkamy się we wtorek?Musisz mi w czymś pomóc.

Miałam już odpisać, że z chęcią, ale przypomniało mi się, że wtorek to ważny dzień Marty.

Do: Sandra
Przepraszam, nie dam rady :/ Może w środę?

Od: Sandra
Spoko ;) To w środę. Wpadnij do mnie około 15.

Nie odpisałam już na tą wiadomość, tylko odłożyłam telefon na łóżko.Położyłam sobie laptopa na nogi i zaczęłam przeglądać różne stronki i portale społecznościowe.Nim się obejrzałam dochodziła godzina dziewiętnasta.Z dołu słyszałam jak Ewa woła mnie i Karle na kolacje.Niechętnie wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju.Gdybym nie była taka głodna nawet bym tyłka nie ruszyła.Niestety nie chce się głodzić.
Stół był ładnie nakryty, a tata i Karla już przy nim siedzieli.Po chwili dołączyła do nich Ewa, zajmując miejsc obok taty.Westchnęłam i usiadłam z boku Karli.
Wszyscy nałożyliśmy sobie po kolei spagetti i zaczęliśmy je jeść.
-Musimy Wam coś powiedzieć.-Przerwał ciszę tata.Razem z Karlą podniosłyśmy wzrok znad talerza i wyczekująco na niego patrzyliśmy
-Co?-Ponagliłam go
-W piątek wyjeżdżam do Londynu załatwić parę spraw.Ewa jedzie ze mną i nie będzie nas przez dwa tygodnie.-Przerwał na chwilę-Mam nadzieję, że zostawiając Was dwie same w domu nie jest błędem.Myślę, że jesteście już na tyle odpowiedzialne, aby zostać same przez te kilka dni w domu.
Westchnęłam i nabrałam na widelec długiego makaronu.Postanowiłam tego nie komentować.W sumie to całkiem się cieszę, że ich nie będzie.    
-Paula..-Ton głosu taty wróżył jakieś kazania.Spojrzałam na niego ze znudzeniem i czekałam na to co powie-Żadnych imprez w moim domu.
-To też mój dom...-Przewróciłam oczami-Poza tym będzie ze mną ta nudziara.-Wskazałam na dziewczynę siedząc obok mnie-Zaraz Wam się poskarży.
-Paula!-Zawołał ostrzegawczo tata-Bądź miła!
-Bo co?Znowu zaczniesz mnie traktować jak powietrze!?A może wywieziesz mnie na drugi koniec świata!?
Zdenerwowana wstałam od stołu i zaczęłam kierować się w stronę schodów
na górę.
-Paula, tacie nie chodziło o to!-Zawołała za mną Ewa
Zignorowałam ich wołanie.Zamknęłam się w swoim pokoju.Podłączyłam słuchawki do telefonu i nałożyłam je na uszy.Włączyłam pierwszą lepszą play listę.Rzuciłam się na łóżko i przymknęłam oczy rozmyślając nad wszystkim. 

***

Podniosłam moją torbę z ziemi i mijając ławki wyszłam na korytarz.Marta oznajmiła mi, że idzie do sklepiku po wodę.Udałam się, więc znudzona pod salę gimnastyczną.Został jeszcze wf i lekcja z naszą kochaną wychowawczynią.Zawsze na lekcjach z Panią Gierczyk uczniowie robią to co im się podoba - oczywiście bez przesady.
Poczułam jak mój telefon zawibrowa mi w kieszeni.Westchnęłam i wyciągnęłam go.

Od: Tata
Dziś po lekcjach Ewa zabiera Ciebie i Karolinę na zakupy.Czekaj na nie przed szkołą.

Chciałam szybko odpisać, że nie ma takiej mowy.Jednak w głowie zaświeciła mi się lampka.
Muszę znaleźć słaby punkt Karli.
Schowałam telefon do kieszeni, a wielki uśmiech widniał na mojej buźce.To będzie cudowny moment, aby ja poobserwować.Jeżeli uda mi się wyhaczyć jej słabość - będę miała ją w garści!
-Paula?-Przede mną pojawiła się Liniecka z ciekawskim wyrazem twarzy -Co się tak cieszysz?
-Idę dziś na zakupy z Ewą i Karlą!-Rzekłam zadowolona
-Okej....-Usiadła na podłodze pod ścianą, a gdy zrobiłam to samo spojrzała na mnie badawczo-Cieszysz się, że będziesz z nimi spędzać czas...Coś mnie ominęło?
-Nie rozumiesz?-Zapytałam nie dowierzając -To wielka szansa, żeby zniszczyć tą pustą blondynę!
-Ejj....ja też jestem blondynką!-Upomniała mnie.Przewróciłam oczami.-Poza tym..myślałam, że sobie już odpuściłaś.Najpierw jej matka, teraz ona.I po co Ci to?Próbowałaś raz.Nie wyszło.Powinnaś teraz dać im szansę.Może ich polubisz?-Zakończyła swój potok słów, a ja miałam ochotę trzepnąć ją czymś twardym w głowę .
-Odpuszczam sobie Ewe....ale tej smarkuli nie popuszczę tego.-Warknęłam wstając z podłogi.-Chodź do szatni.

***

Stałam przed bramą szkoły razem ze znajomymi i rozmawialiśmy o urodzinach Marty.Blondynka nawet się nie spodziewa, że organizujemy dla niej imprezę.Myśli, że wszyscy zapomnieliśmy.Biedulka.Niech się jeszcze trochę pomęczy.
Gdy czarny samochód podjechał i zatrzymał się, ścisnęłam mocniej pasek od torby.Pożegnałam się ze wszystkimi i wsiadłam do auta.
-Gdzie Karla?-Zapytałam widząc tylko jedną blondynkę, a o ile dobrze pamiętam powinny być dwie
-Musimy jeszcze po nią podjechać.-Uśmiechnęła się do mnie kobieta i ruszyła 
Całą drogę siedziałam cicho.Ewa co jakiś czas coś mówiła, ale nie odpowiadałam.Nie chciałam, aby myślała, że przekonałam się do niej.Nigdy się tak nie stanie.
Już z oddali widziałam jak cały Aloha Team stał przy drodze.Wszyscy się śmiali, wyglądali jak idioci.
Gdy auto się zatrzymało wszyscy spojrzeli w naszą stronę.Karla trochę zdezorientowana moją obecnością pożegnała się ze wszystkimi.Spojrzałam nieprzyjemnie na Dawida i usiadłam prosto, żeby nie utrzymywać z nim dłuższego kontaktu wzrokowego.
-To gdzie jedziemy?-Zapytała ucieszona Ewa-Czekam na Wasze propozycje.
-Do Arkadii.-Odezwałam się jako pierwsza-To moje ulubione centrum handlowe.


***

Gram.Muszę grać.Muszę znaleźć odpowiedź na pytanie: Co jest słabym punktem Karli?Dla własnej korzyści warto udawać miłą dla niej.
-Dziewczynki ja muszę iść do Empika.-Powiadomiła nas Ewa, gdy wychodziłyśmy, z któregoś z kolei sklepu-Ostatnio zamówiłam sobie dwie książki, powinny być już wczoraj.
-Dobrze mamo.-Przytaknęła Karla-To my jeszcze pójdziemy do kilku sklepów.
-Dacie radę wrócić same do domu, czy mam na Was poczekać?
-Damy radę.-Oznajmiłam
-To dajcie mi jeszcze, aby te siatki.Nie będziecie ich przecież wszędzie nosić.
Ewa zabrała od nas nasze rzeczy, które zdążyłyśmy sobie już kupić.
-To my już idziemy.
Pociągnęłam za sobą Karle.Dziewczyn pomachała do swojej matki i po chwili szła równo ze mną.
-Musisz mi pomóc znaleźć jakąś dobrą sukienkę na jutro na urodziny mojej przyjaciółki.
-Okej.-Zgodziła się bez żadnego ''ale''
Przewróciłyśmy do góry nogami chyba z siedem sklepów.Przymierzyłam dziesiątki sukienek.Byłyśmy już strasznie zmęczone.Wchodząc do kolejnego sklepu powiedziałyśmy sobie, że dziś to jest ten ostatni.Na całe szczęście znalazłam tam coś całkiem ładnego.Przed zakupem pytałam wszystkich - dosłownie wszystkich - czy to dobry wybór.Jedna pani nawet zaczęła mi opowiadać o czasach swojej młodości.Podobno była bardzo rozchwytywana przez chłopców.Nic dziwnego!Nawet teraz, gdy ma na oko ponad pięćdziesiąt lat, wygląda bardzo dobrze.
Ze zwykłą, ale na swój sposób śliczną sukienką opuściłyśmy ten sklep.Zastanawiałam się, czy kupić jeszcze jakieś buty.Jednak stwierdziłam, że na dziś mam tego dosyć!Założę moje kochane koturny!Będę wyglądać dobrze i przede wszystkim tak się czuła.
Karla nie musiała mnie nawet przez chwilę namawiać, abyśmy poszły coś zjeść.Padam z głodu!Niestety nie łaska było mnie uprzedzić kto tam na nią czeka!
Szłyśmy powolnym krokiem w stronę Aloha Team'u.Udawałam, że to mnie w ogóle nie rusza.Cały czas rozmawiałam z blondynką o tym jak będą wyglądały te dwa tygodnie bez rodziców.
Gdy zatrzymałyśmy się przy przyjaciołach Karoliny, wszyscy byli zdziwieni tym, że to właśnie ja jej towarzyszę.Sama się temu dziwię.
-Hej.-Dziewczyna z każdym przytuliła się na przywitanie.Zaś ja nie odezwałam się ani słowem.Rzuciłam im, aby krótkie: ,,Zaraz wracam" i poszłam zamówić coś sobie do jedzenia.
Stojąc w tej okropnej kolejce stwierdziłam, że mam ochotę na McWrapa i cole.Gdy złożyłam zamówienie minęło może pięć minut i dostałam to na co tak wyczekiwałam.Wróciłam do stolika i spostrzegłam, że zostały dostawione dwa krzesła.Usiadłam na jednym z nich.Byłam między Dominiką, a Danielem.
-Gdzie Karla?-Zapytałam rozglądając się dookoła.Wystraszyłam się, że zostawiła mnie bez uprzedzenia z tą bandą idiotów.
-W kolejce stoi.-Odpowiedział mi Wrzosek bawiąc się słomką
Tylko tu usiadłam, a już tak bardzo chciałabym sobie stąd pójść.Czy o tak wiele proszę?
Paula!Ogarnij się!Jeżeli chcesz się pozbyć tych dwóch ladacznic to musisz wytrzymać te tortury!
-Co masz w tej siatce?-Zapytała Dominika, z ciekawością zaglądając do niej-Ooo.....sukienka!Mogę zobaczyć?
-Po co pytasz skoro już to w pewnym sensie zrobiłaś?-Prychnęłam
Brunetka wyciągnęła ją z siatki i razem z Julką zaczęły oglądać ją uważnie.Podziwiały ją jakby to była sukienka od jakiegoś najlepszego projektanta.W duszy panicznie modliłam się o to, aby jej tu zaraz nie poplamiły.
-Wybierasz się gdzieś?
Spojrzałam na Dawida wzrokiem mówiącym: ,,Serio?Obchodzi Cie to?".
-Tak.-Odpowiedziałam krótko, nie chcąc wchodzić w jakąś dłuższą konferencje.
Do stolika podeszła Karla z wielkim bananem na twarzy.Wszyscy posłali jej spojrzenie domagające się jakichś wyjaśnień.Również się zaciekawiłam.
-Co tak Ci się twarz cieszy?-Achh Daniel.....jaki Ty jesteś uprzejmy.
-Podszedł do mnie jakiś chłopak i zapytał, czy Ty jesteś ze mną..-Blondynka pokierowała wzrok na mnie, więc oczywiście wszyscy zrobili to samo-Powiedziałam mu, że tak i on wtedy kazał mi dać Tobie to.-Wzięła ze swojej czerwonej tacki jakąś kartkę zgiętą na cztery części i mi ją podała-Kazał, abyś otworzyła to, gdy będziesz sama.
Patrzyłam otępiała na niebieska kartkę w mojej dłoni.Jedyna myśl jaka teraz krążyła mi po głowie to: Od kogo może to być? Nie przypominam sobie żadnej osoby, która mogłaby mi to dać.Teraz już będę musiała być wcześniej w domu!Chce wiedzieć co jest zawartością tej kartki!

***

Po zdrowym żarciu w McDonaldzie, pojechaliśmy prosto do nas do domu.To dobrze, że Wrzosek był samochodem, ale czemu tylko siedmioosobowym?Nas była ósemka akurat.Żadna z dziewczyn nie chciała siąść Danielowi ani Dawidowi na kolana.Twierdzą, że są za ciężkie.Kazały zrobić to mi.Tak, wiec przez całe piętnaście minut grzałam kolana Daniela.Wtedy pierwszy raz był taki ''do wytrzymania''.W połowie drogi stwierdził, że mam kościstą dupę......jego słowa!
W domu nie zastaliśmy nikogo.Na szczęście każdy ma swoje klucze od drzwi wejściowych.Spokojnie mogłyśmy dostać się do środka.
Pierwsze co zrobiłam, to zaniosłam siatkę z sukienką do mojego pokoju.Po jakiejś godzinie nic nie robienia w śród ścian mojego małego królestwa - postanowiłam zejść na dół.Zgłodniałam.
-Oooo!Paula!-Zawołał Dawid widząc mnie jak schodzę po schodach-Grasz?
-Nie.
Minęłam ich i weszłam do kuchni.Rozejrzałam się za czymś, no co mam teraz ochotę.Na pierwszy ogień rzuciłam lodówkę.Zajrzałam do środka i dokładnie obejrzałam jej zawartość.Westchnęłam zamykając ją.Oparłam się o blat i dalej kminiłam: Co mogę zjeść?
Jak to możliwe,że jest cała kuchnia jedzenia, a gdy przyjdzie co do czego to nie ma nic!No pytam!J.A.K!?
Spojrzałam na owoce leżące na stole, a w mojej głowie ni stąd ni zowąd pojawiła się taka myśl: Może czas najwyższy, aby prowadzić zdrowy tryb życia? Złapałam banana i wyszłam z kuchni zadowolona.Szłam po woli i obierałam skórkę.
-Są jeszcze?-Zapytał Dawid z ogromną nadzieją w głosie.Ignorowałam go.Dalej wykonywałam swoją czynność.-Nie rozumiem Twoich humorków....
Wstał z podłogi i poszedł do kuchni.Zapewne poszukać owoców!
-Karla, dzwoniła do Ciebie Twoja mama?-Spojrzałam na blondynkę, która w dość dziwny sposób bawiła się pustą butelką po Pepsi.
-Nie, a co?-Nie patrzyła na mnie.Tak jakby kontakt wzrokowy ze mną był czymś groźnym.
-Ma nasze zakupy.-Skwitowałam
Pobiegłam do siebie do pokoju i rzuciłam się na łóżko.Zjadłam żółty owoc myśląc o tym jak mógłby wyglądać mój zdrowy tryb życia.
Rano bieganie, zero nie zdrowego żarcia i............to by chyba było na tyle.Nie będę sama siebie torturować.Jeszcze nie zgłupiałam!Pewnie i tak o tym zapomnę albo będę mówiła, że ''od jutra''.
 KARTKA!
Szybko sięgnęłam do kieszonki moich spodni i wyciągnęłam niebieską kartkę.Trochę się pogięła.
Okej, to może być coś miłego albo coś obraźliwego.Nie wiem czego oczekiwać.
Dzień niespodzianek?

Bardzo cię lubię i wiem, że Ty mnie też.
Widzę jak na mnie patrzysz, jak uśmiechasz się na mój widok...
albo jak rozmawiając ze mną rumienisz się.
Przy mnie jesteś inna.
Słodka, miła, nieśmiała, delikatna, czuła.
Mam wrażenie jakbyś była inną dziewczyną.
Nie rozumiem jeszcze dlaczego tak jest, ale chce się przekonać!
Zależy mi na Tobie, Paula.

                                                                              Marcin

O.MÓJ.BOŻE!
Chłopak, w którym podkochuję się od roku sam zrobił pierwszy krok!Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę!To sen, prawda?
Chwila!
Jutro są urodziny Marty, a z tego co mi wiadomo zaproszeni są wszyscy jej znajomi i przyjaciele.W tym Marcin.....!Teraz będę musiała postarać się o swój wygląd.Nie mogę się przed nim zbłaźnić!
Paula ogarnij się!
Teraz zachowuję się jak kompletna idiotka,Jak osoba, która ma uczucia.Jak taka słodka dziewczyna, która jest posłuszna swoim rodzicom, a w szkole wytykają ją palcami. Nie należę do takich.
Jestem inna.W szkole jestem popularna.Słynę z tego jakie plotki krążą o mnie.Dzięki temu mam władzę.

Julka POV:

Denerwuje mnie to.Dostrzegam zmianę w Dawidzie.Wcześniej nie uganiał się tak za Paulą.Nie lubił jej, wręcz nienawidził.Teraz jest inaczej.On........zawsze uśmiecha się, gdy ją widzi.Zaczepia ją.Gdy przechodzi obok śledzi każdy jej ruch do tąd aż zniknie z jego pola widzenia.
Ona może być dla niego wredna.Dawid pozłości się trochę na nią, a potem przymknie na to oko.
Kiedy siedzimy wieczorami w naszym mieszkaniu, czasem poruszamy temat brunetki.Każdy powie o niej coś, co mu w niej nie pasuje.....A Dawid?On siedzi cicho.
Ja jestem przy nim od tak dawna.Pomagam mu i zawsze staram się o jego szczęście.Kwiatkowski najpierw był zapatrzony w Laurę, a teraz w oko wpadła mu Paula.
Może mówić co chce.Może powiedzieć, że wyobraźnia mnie poniosła, ale ja to widzę.
Nigdy nie spojrzy na mnie tak jak patrzy na nie.

Od Autora:
Kochani możecie być ze mnie dumni! Napisanie tego rozdziału zajęło mi tylko trzy dni! :D
Nie dwa tygodnie, które tak na marginesie i tak ledwo mi wystarczały xD
Mam nadzieję, że teraz będzie tak przez dłuższy czas ;D Wtedy rozdziały byłby co tydzień, a nie co dwa tygodnie :) Trzymajcie kciuki ;*
Zakładka ,,Bohaterowie" została aktualizowana!
Aaaaa! Wreszcie zaczyna coś się dziać.....powoli xD Poczekajcie jeszcze troszeczkę.Przygotowałam parę na prawdę dobrych wątków! :D Ale wszystko w swoim czasie!
Ps. Pamiętacie o asku? Jeżeli macie jakieś pytania do mnie bądź bohaterów opowiadania to zapraszam :)
czytasz=komentujesz=motywujesz=szybsze dodanie rozdziału

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 7

,,To by nie miało sensu.Ktoś robi dla kogoś wszystko, ale ta druga osoba ma to w dupie...i nie robi nic.Tak jakby nie zależało jej na szczęściu osoby, którą kocha."

Moje walizki zostały przywiezione z powrotem do mojego domu.Cieszę się, że nie muszę już tam mieszkać.Jednak biorąc pod uwagę to z kim muszę mieszkać - wybieram Aloha Team.Nie chcę codziennie patrzeć jak ojciec razem ze swoją dziewczyną i jej córką odgrywają szczęśliwą rodzinę.Nie mam zamiaru w tym uczestniczyć.
Sprawa z kasą za wynajem też już się wyjaśniła.Znaleźli pieniądze tam gdzie je zostawiłam i przekazali mojemu tacie.
Wczoraj, po tym jak tata oznajmił mi, że wracam do domu jeszcze przez jakiś czas rozmawiałam z Dawidem.Nasza wymiana zdań skończyła się na ostrych słowach.Po czym Kwiatkowski wyszedł z mojego pokoju trzaskając zdenerwowany drzwiami.
Z tego co wiem dzisiaj mają przyjść do Karoliny dziewczyny na noc.Zapowiada się ciekawie...
W sumie ja też tego nie przemyślałam - zaprosiłam do siebie Martę.Chciałam też, aby przyszła Sandra, ale po tej akcji jak pocałowała tatę to nie najlepszy pomysł.
Stanęłam na przeciw schodów i.....nie wiem dlaczego, ale zaczęłam je liczyć.Zmierzyłam je wzrokiem, aż na sam dół i westchnęłam.Usiadłam na nich i powoli zjeżdżałam po nich na tyłku, podczas gdy złamaną nogę cały czas starałam się utrzymać w powietrzu.
-Pomóc Ci?-Odwróciłam się za siebie słysząc głos Karoliny.Pokręciłam przecząco głową-Na pewno?
-Dam radę.-Rzuciłam na odczepne i niezdarnie kontynuowałam czyszczenie schodów tyłkiem
Karolina minęła mnie i zeszła szybko na parter.Odwróciła się do mnie i otwierała już buzię, żeby coś powiedzieć, ale szybko jej przerwałam wypowiadając głośno i wyraźnie dwa słowa: ,,Dam radę!''.
Do salonu weszła Ewa razem z moim tatą i witając się z nami szerokimi uśmiechami.Tata odezwał się jako pierwszy:
-Jedziemy zrobić zakupy, bo lodówka świeci pustkami.Chcecie coś ze sklepu?
-Coś dobrego!-Zawołałam równo z blondynką
Zmierzyłam ją wzrokiem i prychnęłam pod nosem.Dziewczyna wzruszyła ramionami i słodko się uśmiechając dodała:
-Mogę jechać z Wami?-Złożyła ręce jak do modlitwy-Proszę..
Tata spojrzał na mnie i wiedziałam co chce powiedzieć, więc po raz trzeci tego dnia zawołałam:
-Dam radę!
-Ale jakby co to dzwoń.-Poprosił tata-Czekamy w samochodzie Karolina.

Dawid POV:

-Więc między nami wszystko okej?-blondynka spojrzała mi w oczy.Wywiercała we mnie dziurę swoimi tęczówkami.
-Tak.
Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że to co czułem do Laury, nie było miłością - zwykłe zauroczenie.Moje serce nadal czeka na tą jedyną.I wiecie co ono mi mówi?Mówi mi, że dziewczyna, którą pokocham jest blisko, tylko nie umiem tego dostrzec.
Teraz wiem, że ta słodka blondynka, która siedzi obok mnie jest moją pomocną i wrażliwą przyjaciółką.Wiem, że mogę liczyć na jej wsparcie.Moje ramie jest gotowe, aby mogła wypłakiwać w nie swoje smutki.Cieszę się, że wszystko się jakoś poukładało.
-To co?Może lody albo kino?-Zaproponowałem szeroko się uśmiechając
-Lody!-Krzyknęła uradowana
Spędziliśmy to popołudnie w miłej atmosferze.Czasem odpływałem myślami i Laura musiała sprowadzać mnie na ziemię.Ale ogólnie było dużo śmiechu i naszych głupich rozmów.Świetnie się bawiłem.Nasz przyjemny spacer po parku przerwała Laura narzekając, że nie ma już siły chodzić.Podeszliśmy do najbliższej ławki i usiedliśmy na niej.
-Dawid?Mogę Cię o coś zapytać?
Jej przyciszony głos sprawił, że uśmiech znikł z mojej twarzy.Spojrzałem z zaciekawieniem na nią.Bawiła się palcami, co oznacza, że się denerwuje.
-Pytaj śmiało.-Chciałem, aby te słowa dodały jej otuchy-To coś poważnego?
-Widzę, że coś Cię martwi.Powiesz mi o co chodzi?
Przyjaźnimy się, ale czy to aby na pewno dobry pomysł?To tak na prawdę nie powinno mnie obchodzić.Ale.....ale nie daje mi to spokoju.I chociaż powinienem sobie powiedzieć: ,,Dawid, ona zniszczy Ci życie!'', to nie umiem.
-Jest pewna dziewczyna, która przeszła już bardzo wiele.-Oparłem się o ławkę, a wzrok utkwiłem gdzieś w oddali-Wiem, że ona potrzebuje pomocy.Próbowałem z nią porozmawiać, ale....ale ona ma wybuchowy charakter.Mimo, że jej w sumie nie znam to nie mogę patrzeć jak traci chęci do życia...
Zapadła między nami cisza.Próbowałem sobie poukładać wszystko w głowie, ale nie mogłem.Może powinienem zająć się czymś, żeby uporać się z chęcią pomagania komuś....dla kogo nie istnieje.
-Pokaż jej, że życie może być wspaniałe.-Laura przerwała milczenie-Pokaż jej wartość tego co ma, jeżeli to doceni....będzie w stanie zapanować nad sobą.
-Nie gadajmy o tym.-Poprosiłem-Muszę sam to jakoś rozwiązać.

Paula POV:

W domu rozległo się pukanie do drzwi.Nie wiem czy osoba, która tam stoi wie, że mamy dzwonek.W końcu to XXI wiek.
Nie mogłam wstać, bo to by mi strasznie długo zajęło.Taty, ani nikogo innego jeszcze nie ma, więc postawiłam na inne rozwiązanie.Zaczęłam krzyczeć, że otwarte.
Wpatrywałam się w miejsce gdzie za chwile pojawi się mój gość.
-Cześć, jest Karla?
Moim oczom ukazał się Wrzosek.Ubrany był całkiem spoko, ale nie mam pojęcia jak on wytrzymuje w tej bluzie.Dziś słońce strasznie grzeje!
-Nie ma.-Powiedziałam bez interesownie-I raczej szybko nie wróci.
-Emm......okej.-Czułam, że nie wie za bardzo jak się zachować-Mogła byś jej to przekazać?
Tapeta Pauli ♥
Podszedł bliżej i wyciągnął w moją stronę rękę.Spojrzałam na nią ciekawa.Końcami palców trzymał pendrive'a i czekał aż go wezmę.
-Okej.-Oznajmiłam i szybko zabrałam mu to małe ustrojstwo
-To ja już lecę, siemka!
I tyle go widziałam.Gdy tylko drzwi od domu się zamknęły chwyciłam za laptopa, który leżał na stoliku.Włączyłam go, a na ekranie ukazała mi się tapeta z Niall'em Horan'em z One Direction.Jesteś ich fanką? Nie. Ale jego oczy są cudowne!
Przeglądając zawartość tego pendrive'a, nie znalazłam tam nic ciekawego - same piosenki.Przesłuchałam kilka.Te co przypadły mi do gustu zrzuciłam sobie na laptopa.



***

Pytaliście kiedyś osobę skrzywdzoną przez los dlaczego się uśmiecha?Nie?Odpowiedź może być dla Was bez sensu.Słowa będą wydawały się przereklamowane, a gesty wyciągnięte z filmu.
Jak to jest że osoba przykuta do wózka inwalidzkiego ma więcej chęci do życia niż człowiek zdrowy?
Jestem nazywana wredną suką, ale znam wartości poszczególnych słów.Nie mówi się ''Kocham Cię'' po to, aby ktoś poczuł się lepiej.Nie mówi się ''Przepraszam'' jeżeli robisz to, aby oczyścić sumienie.Nie mówi się parszywego ''Dziękuję".Każde najmniejsze słowo wychodzące z ust kogoś zrani, a my nic na to nie poradzimy.
Wczoraj usłyszałam od taty słowa, których nigdy się nie spodziewałam.,,Może Ty tego nie dostrzegasz, ale zmieniasz się, Paula."
Nie daje mi to spokoju.Co mają znaczyć jego słowa?Będę musiała z nim o tym porozmawiać inaczej to mnie zadręczy.
-Już jesteśmy!
Głos mojego ojca wyrwał mnie z rozmyśleń.Po chwili ujrzałam przed sobą uśmiechniętą trójkę domowników z ogromną ilością siatek.
-Przepraszam bardzo....czy Wy napadliście na jakiś sklep?-Zmierzyłam ich wzrokiem mówiącym chyba wszystko-Nas jest czwórka, a nie setka.....tak tylko mówię.
Ich chichot rozniósł się po pomieszczeniu.
-Jutro na kolację przyjeżdża mój stary kumpel ze swoją rodziną!-Uradowany wyrzucił ręce w górę, a z jednej z siatek wyleciał pomidor.
-Jak myślicie?-Ewa zwróciła na siebie wszystkich uwagę-Jaki placek zrobić?Jeden wystarczy?
-Wydaje mi się, że tak.-Oznajmił tata podnosząc warzywo z podłogi-Ale musisz zrobić Kopiec Kreta.Inaczej Paula Ci nie popuści!-Zawołał ostrzegawczo
-Zgoda...i zrobię jeszcze jedno jakieś ciasto.-Przystała ulgowo starsza blondynka-Może Murzynek?
Zaczęli iść w stronę kuchni, a tata recytował wierszyk o Murzynku Bambo.
-Ej Karla..!?-Krzyknęłam szeptem, żeby blondynka mnie usłyszała
-Noo?-Odwróciła z ciekawością głowę w moją stronę
-On coś brał?-Zapytałam z myślą o niecodziennym zachowaniu taty
-Tic Taki wziął na raz......może przez to?
Spojrzałyśmy sobie w oczy i zaczęłyśmy się śmiać.

***

-Paula!
Oderwałam wzrok od mojego laptopa i skupiłam się na drzwiach od pokoju, jakbym dzięki temu mogła lepiej usłyszeć głos taty.
-Coo!!?-Krzyknęłam tak głośno aż mnie gardło zabolało
-Marta przyszła!
Spojrzałam na godzinę w dole, rzeczywiście była już dwudziesta.Jaką ja mam punktualną przyjaciółeczkę.Żeby ona zawsze taka była.
Już miałam krzyknąć, żeby przyszła na górę, kiedy drzwi się otworzyły.Moja śliczna farbowana blondynka machała w moją stronę jakąś siatką wypchaną po brzegi.
Posłałam jej pytające spojrzenie, ale ona słodko się uśmiechnęła i rzuciła na łóżku obok mnie.
-Co tam przeglądasz?
-Besty.....-Westchnęłam znudzona -Same przesłodzone cytaty.Nie ma czegoś takiego jesz prawdziwa miłość.Zawsze jedna ze stron wszystko spieprzy.A rozżalona dziewczyna będzie płakać dnie i noce, bo jakiś frajer ją zapewniał, że będą razem na zawsze i inne przereklamowane słowa.
Zakończyłam z obrzydzeniem swoją wypowiedź.Marta leżała obok mnie na brzuchu podpierając się na łokciach.Z rozbawieniem na twarzy wpatrywała się na ekran urządzenia.
-W takim razie co powiesz na to?-Oblizała usta i zaczęła czytać -Nie można zmusić do miłości.Albo jest, albo jej nie ma.Jeśli nie, trzeba umieć się do tego przyznać.A kiedy się kogoś kocha, należy robić wszystko, żeby ten ktoś był szczęśliwy.
-To by nie miało sensu.-Wzruszyłam ramionami, przekręcając się na plecy, a oczy mimowolnie utkwiłam na suficie-Ktoś robi dla kogoś wszystko, ale ta druga osoba ma to w dupie...i nie robi nic.Tak jakby nie zależało jej na szczęściu osoby, którą kocha.
-To jest dla mnie trochę śmieszne.-Stwierdziła Liniecka i ułożyła się w takiej samej pozycji co ja
Okręciłam głowę w jej stronę i posłałam jej pytające spojrzenie.
-Co?
-Twierdzisz, że nigdy nie kochałaś.Że nie umiesz obdarzyć kogoś prawdziwym uczuciem, ale wypowiadasz się tak jakbyś.......
-Jakbym miała w tym doświadczenie?-Zapytałam, przerywając jej
-Jeżeli kiedyś się zakochasz, chcę poznać tego dupka co sprawił, że odnalazłaś w sobie takie uczucie jak miłość.-Dostałam kuksańca w bok.Zaśmiałyśmy się, a Marta szybko wróciła do poprzedniej pozycji.Zrobiłam to co ona.Blondynka włączyła YouTube i wpisała tak dobrze znane mi imię i nazwisko - Justin Bieber.
-Ostatnio znowu pokochałam ,,All That Matters''!-Zawołała z szerokim uśmiechem włączając przed chwilą wymienioną piosenkę
-A według mnie jego najlepsza piosenka to ,,As Long As You Love Me'' albo ,,All Around The World"-Wyraziłam swoje zdanie
Marta patrzyła na mnie z wytrzeszczonymi oczami i rozchylonymi ustami.Wiedziałam jaka myśl krąży jej po głowie i co zaraz wyleci z jej buzi.
-Czyżbyś przekonała się do boskiego Justina Bibera!!?-Wykrzyczała to tak głośno, że podejrzewam iż Karla ze swoimi koleżankami za ścianą to usłyszały, jak i tata wraz z Ewą na dole.
Nie wspominałam?Liniecka jest psychofanką tego jakże wspaniałego piosenkarza.Do jego muzyki nic nie mam, nawet mi się podoba.Niestety jego, jako osobę nie lubię za bardzo.Coś mnie w nim odpycha.
-To że podoba mi się kilka jego piosenek nie oznacza od razu, że jestem jego fanką, kochana.-Zgasiłam jej entuzjazm.Zrobiła skwaszoną minę i włączyła aska.
-Odwróć się.-Rozkazała
-Ty tak serio?-Prychnęłam
-Tak, więc głowa do tyłu albo nie pokażę Ci co takiego dobrego mam w tej siatce.-Jej twarz pokazywała sama jak bardzo stara się przybrać zdenerwowana minę.Zaśmiałam się, a ta skarciła mnie wzrokiem-Paula....!
-No dobra, dobra.-Przewróciłam oczami i zrobiłam to o co mnie poprosiła
-Tak trudno?
-A żebyś wiedziała!
Zapadła cisza, a ja zastanawiałam się co tak długo ona wpisuje to walone hasło.
-Już?
-Yhy.
Wreszcie się odwróciłam i spojrzałam na ekran białego laptopa.Blondynka przeglądała właśnie pytania jakie znajdują się w jej skrzynce.
-Widzę, że fejm Ci rośnie!-Zaśmiałam się widząc taką dużą ilość pytań 
-A Ty czemu nie chcesz aska?-Zapytała 
-Uważam, że to głupota.-Powiedziałam zgodnie z prawdą -Ktoś Cie pyta o cokolwiek, jakby nie mógł zrobić tego twarzą w twarz.-Prychnęłam, wsłuchując się w tekst piosenki, która leci 
-Kocham Twój tok myślenia!-Wyrzuciła ręce w górę, a po chwili zamknęła mnie w mocnym uścisku-O matko!Zapomniałam zapytać!
Szybko usiadła po turecku i spojrzała na moją nogę w gipsie, a potem na moja twarz, która mówiła sama za siebie, że mam tego wieczoru na prawdę dobry humor.
-Jak tam Twoja noga?Jak się czujesz?Co się w ogóle stało?-Zasypała mnie kilkoma pytaniami na raz
-Przewróciłam się i czuję się całkiem dobrze.
-A kiedy Ci ściągną ten gips?-Zmartwienie wymalowało się na jej twarzy
-Za tydzień jeżeli wszystko będzie w porządku, a jak nie to za dwa tygodnie.-Westchnęłam na samą myśl, że jeszcze się trochę pomęczę
Piosenka się skończyła, więc Marta oczywiście włączyła ją od nowa.
-Dobra koniec tego paprania!Pokazuj co tam przyniosłaś, a potem oglądamy jakiś film!-Zarządziłam wesoło
-Przewidziałam Twój plan oglądania filmów, więc po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam mega dużo słodyczy!-Zawołała entuzjastycznie i wysypała całą zawartość siatki na łóżko.Skutkiem czego zanurkowałyśmy w słodyczach.
-To włączaj jakiś film!

Dawid POV:
 Wstałem dziś jako pierwszy.Wszyscy śpią, a ja jestem już na nogach.To tak jakby święta w lipcu!Nie możliwe, a jednak!
Robiąc sobie śniadanie ciągle nuciłem piosenkę Juli ,,Za każdym razem". Ostatnio czuję, że ta piosenka jest coraz bliższa mojemu życiu.
Chciałem pójść do Dominiki i zapytać się czy zrobi potem to pyszne ciasto co robiła ostatnio jakieś trzy miesiące temu.Dopiero, gdy otworzyłem drzwi od jej pokoju przypomniało mi się, że dziewczyny poszły na nocowanko do Karli.Trudno.Moje pytanie musi poczekać...albo..

Do: Herman
Zrobisz to ciasto? :D

Odłożyłem telefon i zdążyłem wziąć gryza mojej kanapki, gdy dostałem odpowiedź.

Od: Herman
Jakie?

Do: Herman
No to takie dobre!

Nie dostałem odpowiedzi na tą wiadomość, więc dokończyłem moje śniadanie.Zegar na ścianie wskazywał godzinę dziewiątą.Poszedłem wziąć szybki prysznic i uznałem, że to dobra pora na spacer.
Chodziłem po parku jak bezdomny pies.Głowę miałem w chmurach.
Paula małymi krokami się zmienia.Tego nie widać jeszcze, ale ja dostrzegam te minimalne zmiany.Kiedyś nie porozmawiałaby ze mną, tylko od razu nakrzyczała.Nie pokazałaby swojej słabości przy kogoś obecności.
Nie rozumiem czemu ona siedzi mi w myślach!Tak na prawdę nic o niej nie wiem i raczej się nie dowiem.Ona jest wrogo nastawiona do innych ludzi.Tak jakby bała się być dla nich dobrą.A może ona tylko gra?Może w rzeczywistości jest wesoła i miłą dziewczyną?
Nie powinno mnie to obchodzić. 

Od Autora:
Paula zaczęła zaprzątać myśli Dawida...co o tym sądzicie? ;D
Ten rozdział jest trochę taki....nudny xD Ale w następnym powinno być ciekawiej ;)
Postaram się aby rozdział 8 pojawił się w tą sobotę, a nie za dwa tygodnie.
Nic nie obiecuję! ;*
czytasz=komentujesz=motywujesz=szybsze dodanie rozdziału

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 6

,,Była sobie mała księżniczka, wredna i rozpieszczona.Lecz ona nigdy nie oceniała książki po okładce, więc Ty też mnie tak nie oceniaj....Nie warto... "

Karolina POV:

     Jestem strasznie podekscytowana!Dzisiaj pierwszy raz wychodzę z nowymi znajomymi z nowej szkoły.Mama chciała mnie dać do tej szkoły co chodzi córka jej faceta.Po długiej rozmowie przekonałam ją, że nie chcę iść do miejsca gdzie panoszą się dzieciaki z bogatych rodzin.Mi też niczego nie brak, jednak domyślam się jak tam może być.Ludzie dzielą się na lepszych i gorszych.Córka faceta mamy zrobiła by wszystko, żeby mnie poniżyć.
-Karolinko, tylko nie wracaj późno.Pamiętaj, że jutro szkoła.-Poprosiła mnie mama, uśmiechnęłam się do niej w geście, że wszystko rozumiem
-Będę gdzieś koło 21.-Powiedziałam zakładając na nogi białe trampki.Nie miałam zamiaru brać kurtki.Wreszcie czuję nadchodzące lato.-Paaaaa!
-Baw się dobrze!-Zawołała za mną rodzicielka, gdy wychodziłam z domu
     Mirek, bo tak kazał mi na siebie mówić, jest bardzo dobrym człowiekiem.Cieszę się, że mama znalazła szczęście u jego boku.Traktuje mnie jak własną córkę, co bardzo mnie cieszy.Dzięki temu niemal od razu poczułam się tutaj jak u siebie.
    Jedyne czego się boję to kolejnego spotkania z jego córką.Wiem, że ona nienawidzi mnie i mojej mamy.Źle się z tym czuję.W końcu nic jej nie zrobiłyśmy, a ona traktuje nas jak śmieci.Przykre.
     Mamy zostać rodziną.Nie wyobrażam sobie, być w takich relacjach z kimkolwiek.
     Im bliżej byłam miejsca spotkania tym większy uśmiech malował się na mojej twarzy.Obawiałam się, że tutaj nie zyskam przyjaciół.Pomyliłam się.
-Ooooo Karla!Już mięliśmy do Ciebie dzwonić!-Wesoły krzyk Daniela z niewielkiej odległości sprawił, że zaczęłam iść szybciej w ich kierunku
     Karla - taką ksywkę otrzymałam od kolegów i koleżanek z klasy....przypadkowo w sumie.Pierwszego dnia w szkole nauczycielka polskiego źle przeczytała moje imię.Od tamtej pory tak wszyscy na mnie mówią.Szkoda, że nie chodzę z Aloha Team'em do klasy.Jestem rok młodsza.
-Cześć!-Przywitałam ich wszystkich z wielkim bananem na twarzy
-Siemka!-Dawid pomachał do mnie siedząc na oparciu ławki, a jego nogi spoczywały na deskach.Schował swój telefon do kieszeni i wyprostował się uśmiechając jak głupi.-To co?Najpierw idziemy coś zjeść?
     Przez entuzjazm z jakim mówił o jedzeniu wszyscy się zaśmialiśmy.Zdążyłam już każdego trochę poznać.Dawid bardzo dużo je.Czasem mówię na niego grubas, a on krzywi się i dumnie odpowiada ,,Gdyby nie jedzenie nie byłoby tego!'' i wskazuje rękoma na siebie.
-To idziemy do Maka..-Zarządziła Dominika, a Dawid wyszczerzył się, wstał z ławki i zaczął iść.
-Ejj....czekaj na nas!-Zawołała za nim Julka

Paula POV:

Ten jeden jedyny raz, okej?Pierwszy i ostatni!
Wyciągnęłam pieniądze ode mnie z pokoju spod łóżka i korzystając z tego iż w jestem w mieszkaniu sama, postanowiłam zrobić coś dobrego.Pierwszy raz od śmierci mamy!
Poszłam do salonu i tam położyłam pieniądze na kanapie pod kocem.
Jestem idiotką, że postanowiłam im oddać to co im zabrałam.....ale chce to wyrównać.
Dawid dał mi swoje wsparcie, gdy siedziałam w rozsypce.Chce się jakoś odwdzięczyć.Może on o tym nie będzie wiedział, ale ważne, że będzie 1:1.
Okej....to teraz spokojnie mogę iść na spotkanie z dziewczyną mojego ojca.Nie rozumiem jak wszyscy łyknęli ten kit, że chce ją przeprosić.Musieli na prawdę zwariować!Ojciec dobrze wie, że jestem przeciwna temu związkowi, więc dlaczego zgodził się, aby poszła na to spotkanie sama?Ufa mi?

***

Już z daleka widziałam sylwetkę tej kobiety.Siedziała na zewnątrz kawiarenki i stukała coś w swoim telefonie.Jak widać nie jest taka zacofana.Mój tata nigdy nie zdecydowałby się na dotykowy telefon.
Zbliżałam się do niej powolnym krokiem.Kiedy byłam już jakieś trzy metry od niej niespodziewanie upadłam.Zwróciłam przy tym na siebie uwagę innych ludzi, którzy spojrzeli na mnie zainteresowani.
-Paula!-Zawołała Ewa zrywając się z miejsca.Podbiegła do mnie i przykucnęła-Nic Ci nie jest?Wszystko dobrze?Możesz wstać?
Zaczęła zasypywać mnie pytaniami odnoście mojego stanu.
-Nie.-Jęknęłam-Nie mam w ogóle czucia w nodze.
Niektórzy wstali od swoich stolików i zebrali się wokół mnie.Super.
-Proszę Pana...!-Kobieta zwróciła się do mężczyzny, który ze skupieniem przyglądał się całemu zdarzeniu-Niech Pan pomoże mi zaprowadzić ją do auta!
Facet bez zastanowienia przyklęknął i starając się nie urazić mojej opuchniętej nogi, szedł tam gdzie prowadziła go Ewa.
Pobyt w szpitalu nie był ciekawy, bardziej bolesny.Okazało się, że złamałam nogę -do przewidzenia.Nastawiali mi kość, a ja mało nie zemdlałam z bólu.Ewa postanowiła, że nie zostawi mnie samej.Mimo kłótni z moim tatą zawiozła mnie do domu.Wydaje mi się, że coś przede mną ukrywa.Pogodzili się?Nie widzę innego wyjaśnienia.Inaczej nie zawiozłaby mnie z własnej woli do taty.
Tata i Ewa siedzieli w kuchni i o czymś dyskutowali.Próbowałam podsłuchać, ale z salonu nic nie słychać.Wstać też nie mogę.Moja noga mi na to nie pozwala.Cholera!
Odpuściłam sobie i postanowiłam skupić się na filmie, który leciał w telewizji........ale nie!Drzwi do domu się otworzyły, a do moich uszu doszły jakieś śmiechy.Patrzyłam zaciekawiona w tamtym kierunku.
-Możecie się zamknąć!-Krzyknęłam zdenerwowana-Próbuję oglądać!
Zdziwiła mnie obecność tego całego Aloha Team'u tutaj w domu, ale po chwili zdałam sobie sprawę, mieszka tu jeszcze córka Ewy.Super ma znajomych...
-Skąd Ty się tutaj wzięłaś?-Zdziwił się Daniel, idąc w moim kierunku...a za nim cała reszta
-Mieszkam tu.-Prychnęłam
-To Wy jesteście......
-Nie!-Przerwałam szybko Dominice-Nigdy nimi nie będziemy.
Wrzosek razem z Julką spojrzeli pytająco na mnie, ale zignorowałam to.
-Co Ci się stało?-Zapytał Dawid zajmując miejsce na kanapie jakieś dziesięć centymetrów ode mnie
Spojrzałam na niego i chciałam powiedzieć, żeby się nie interesował, ale.....
-Przewróciłam się.

***

Próbowałam ich wygonić, ale nie poszli sobie.Mogli by odmaszerować do Karoliny pokoju.Jednak uznali, że nie zostawią poszkodowanej samej.
Rozsiedli się po całym salonie i czują się jak u siebie.Świetnie....
-Dawid.....przesuń się trochę!-Warknęłam, gdyż siedział prawie na mnie
-Tylko się tak nie denerwuj.-Zwiększył odległość między nami-Złość piękności szkodzi.
Prychnęłam biorąc pilota do ręki.Zmieniałam kanały, nie mogąc znaleźć nic ciekawego.Poczułam jak mój brzuch domaga się jedzenia.Nie mogę wstać, więc......
-Taaaaaato!
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Jestem głodna!-Wykrzyczałam jak najgłośniej, mimo to nie raczył nic odpowiedzieć-Taaatoo!!!
-Spokojnie.Coś się stało?-Nagle zjawił się ze spokojnym tonem głosu-Rozmawiałem przez telefon.
-Jestem głodna.-Wyszczerzyłam się
Tata z przyjaznym śmiechem idąc do kuchni zawołał: ,,Pamiętam te czasy!''.Mimo wszystko też się uśmiechnęłam.
Pamiętam jak byłam małą dziewczynką.Siedziałam w salonie i oglądałam bajki.Mama zazwyczaj pracowała w ogródku.Kochała swoje wypielęgnowane kwiaty!Tata zaś siedział w swoim gabinecie pochłonięty pracą.Gdy byłam głodna nie wołałam mamę, tylko tatę.Zawsze przyrządzał mi coś pysznego!
-Gramy w coś?-Zapytała Julka, wyrywając mnie z myśli-Butelka?Karty?
-Butelka!-Zwołali wszyscy zgodnym chórem
-To ja idę p butelkę.
Karolina wstała ze swojego miejsca na fotelu i powędrowała do kuchni.
-Grasz?-Zwrócił się do mnie Dawid
Pokręciłam przecząco głową.
-Nie chce mi się.
-No weeeeź...-Zrobił słodkie oczka z nadzieją, że to mnie przekona-Będziesz tak siedziała?
-Tak.
Kwiatkowski przewrócił oczami i usiadł w kółku.Siedział dosłownie przede mną.W tym czasie do salonu wróciła Karolina z butelką po Pepsi.
-Ja zaczynam!-Oznajmiła
Tata wszedł do salonu i podał mi talerz z kanapkami i kubek ciepłej herbaty.Dawid odwrócił się do mnie z proszącą miną.Zrozumiałam o co chodzi.
-Ale tylko jedną!-Ostrzegłam
Kwiat zgarnął kanapkę i zadowolony wrócił wzrokiem do kręcącej się butelki. 
Grali przez jakieś dwie godziny, a pomysły na pytania i wyzwania im się nie kończyły.Gdybym tylko była w stanie to bym wyszła.Niestety nie mogę.Jestem zdana na ich towarzystwo.

***

 Gra w butelkę już im się znudziła.Teraz włączyli sobie xboxa.Robiłam się już trochę śpiąca, więc położyłam się na kanapie.Oczy same mi się przymykały, gdy nagle poczułam straszny ból w złamanej nodze.Otworzyłam szeroko oczy i ujrzał jak Wrzosek niezdarnie podnosi się z mich nóg.
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam!Nie chciałem!
-Uważaj trochę!-Warknęłam wkurzona, powoli ból znikał, ale nie moje zdenerwowanie-Ughh...idiota!
-Ej...on nie zrobił tego specjalnie.-Wtrąciła się Julka
-Zamknij się!-Wycedziłam przez zęby
-Spokojnie.....-Karolina starała się jakoś załagodzić atmosferę-To był wypadek.
Warknęłam i mimo złamanej nogi próbowałam wstać.Gdy już mi się to udało na jednej nodze doskoczyłam do schodów.Zmierzyłam wzrokiem wyzwanie jakim jest wspięcie się na samą górę.
-Pomogę Ci.
Dawid nie czekając na moją odpowiedź podniósł mnie jak pannę młodą i wniósł po schodach.Mówiłam mu, że dam radę, ale on to ignorował.
-Które drzwi?-Zapytał rozglądając się po wielkim korytarzu.
-Te.
Wskazałam ręką na drugie drzwi od końca.
Kwiatkowski zaniósł mnie do samego łóżka.Tam mnie ostrożnie położył i sam zajął na nim miejsce.Posłałam mu pytające spojrzenie.
-Możesz już iść.
-Nie.-Zaprzeczył-Najpierw powiesz mi czego taka jesteś......
-Jaka?-Utkwiłam wzrok w jego czekoladowych tęczówkach, on również patrzył na mnie z wzajemnym uczuciem - ciekawością.
-Wredna.
-Wredna?A może po prostu nie taka łatwa jak inne..?
Wiedziałam, że moja odpowiedź go nie zadowala.Intensywnie szukał wzrokiem czegoś w moim pokoju.Irytowało mnie to, że tak bardzo interesował się moją osobą.
-To nie jest odpowiedź.-Stwierdził
-Była sobie mała księżniczka, wredna i rozpieszczona.Lecz ona nigdy nie oceniała książki po okładce, więc Ty też mnie tak nie oceniaj....-Spuściłam głowę w dół-Nie warto... 
Nagle do pokoju wszedł tata.Na początku przyglądał się nam, ale już po chwili przybrał wesołą minę.
-Paula, wracasz do domu.

Od Autora:
Ten rozdział też nie jest zbyt długi, przepraszam.
I teraz najważniejsze......
Pamiętacie tą notkę z czwartku?Jeżeli nie to zajrzyjcie do niej :) Będzie kolejny rozdział?
WSZYSTKO ZALEŻY OD WAS
Ps. Przepraszam za błędy.
czytasz=komentujesz=motywujesz=szybsze dodanie rozdziału

czwartek, 28 maja 2015

Przeczytaj!

Wasza decyzja!

Teraz jestem chora, więc leże i się nudzę.Mam już połowę rozdziału, ale nie wiem czy pisać dalej to opowiadanie.
Mam wrażenie, że z każdym rozdziałem ktoś przestaje to czytać.
Ja już nie robię tego dla siebie, robię to dla Was.

Rozdział będzie w tą sobotę.
Od tego rozdziału będzie zależało, czy opowiadanie 'No Control' będzie dalej pisane.
Pamiętajcie - to zależy od Was.

Nie będę dalej się wypowiadać :) Po prostu zrobię co do mnie należy - napiszę rozdział - i zobaczę co będzie dalej.

WSZYSTKO ZALEŻY OD WAS!

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 5

,,Nasza mała tajemnica?''

Wróciłam do domu z Dominiką dopiero godzinę później.Brunetka stwierdziła ,że muszę ochłonąć.Spacer dobrze mi zrobił.Świerze powietrze i przytulny wiaterek odepchnęły ode mnie te wszystkie zadręczające myśli.Jednak ,gdy tylko weszliśmy do salonu mój dużo lepszy humor mnie opuścił.
-Mam do Ciebie jeszcze jedną sprawę.-Poważny ton głosu mojego ojca przeszedł mnie na wylot
-Mianowicie?
Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i stojąc za kanapą oparłam się o nią.Spojrzałam wyczekująco na faceta w granatowej koszuli ,a ten zaczął mówić:
-Jutro wyjaśnisz wszystko Ewie i ją przeprosisz.
Spojrzałam na niego wściekła.Krew w moich żyłach wręcz buzowała.Wszyscy uczestnicy tej rozmowy patrzyli to na mnie, to na ojca.
Mam plan!
-Zgoda.Przeproszę ją, ale spotkam się z nią sama.-Postanowiłam warunek
Zdziwienie wymalowało się na wszystkich twarzach.Zmiana?Nie.To nie w moim stylu.
-Emm....Dobrze, to bądź jutro o 16:00 w tej kawiarence ,,Fiona''.-Oznajmił ojciec wstając z kanapy
Wszyscy jak na komendę również się podnieśli.Trochę to śmieszne...
-Dzieciaki mam jeszcze do Was sprawę z tymi pieniędzmi.-Rzekł poważnie, a ja od razu zainteresowałam się ich dalszą rozmową
-Tak.....W następnym tygodniu, w środę wszystko uregulujemy.-Zapewniła Julka
-Dobrze, ale pamiętajcie, że to będzie już ostateczne.Nie chciałbym, robić kłopotów zarówno Wam i sobie.-Uśmiechnął się przyjaźnie w ich stronę
-Ja to bym już dawno ich wywaliła....-Przewróciłam oczami i poszłam do kuchni nalać sobie soku.
Rozmowa o pieniądzach trwała jakieś piętnaście minut.Cholera......upiekło się im, ale też wątpię, że uda im się zdobyć kasę w kilka dni.By musieli nie źle się postarać.

***

-Czy Ty całkiem zwariowałaś?!
Marta nie była zadowolona moim pomysłem, ale wiedziałam, że tak będzie.Nie spodziewałam się wsparcia od niej w tej sprawie.
-Słuchaj....-Westchnęłam, wracając do pozycji siedzącej-Wiesz, że zrobię wszystko.Nie powstrzyma mnie nawet największa siła od zniszczenia tego związku.
-Dobra.....może spróbuję tak..-Przerwała na chwilę, a jej wzrok twardo utkwił na mnie-Gdybyś była zakochana, a ktoś niszczyłby za wszelką cenę Twój związek...to co byś zrobiła?Byś to tak zostawiła?
-A co to ma do rzeczy?-Zmrużyłam brwi, szukając odpowiedzi w jej oczach
-Z miłością nie da się wygrać.
-Głupoty bredzisz.....To nie miłość.To....
-Rozmawiałam z nią.-Przerwała mi.Na jej słowa moje oczy się poszerzyły.Spojrzałam na nią jak na kosmitkę.-Wydaje się być bardzo poukładaną i sympatyczną osobą.
-Po co z nią gadałaś?-Zapytałam, nie ukrywając swojego nie zadowolenia
-Była na zakupach ze swoją córką.Nie wydawały się być jakieś podejrzane.Mogę dać obciąć sobie głowę.....gdybyś dała im szansę, nie żałowałabyś tego.-Jej ręka spoczęła na moim ramieniu.Patrzyłam na pościel i szukałam tam jakiejś odpowiedzi.
-Nie.-Powiedziałam nie jasno-Ta kobieta wszystko zniszczy.Było źle, ale teraz jest jeszcze gorzej.

Dawid POV:

Wszyscy ustaliliśmy, że tym razem nie będziemy prosić rodziców o pieniądze...I tak każde z nas dostaje co miesiąc ''kieszonkowe''.Ostatnio zastanawiałem się nad jakąś pracą.Własne pieniądze zawsze się przydadzą.Trzeba nad tym pomyśleć.Nie mogę też zapomnieć o szkole.Nauka jest dla mnie bardzo ważna.
-Dawid!
Wołanie mojego imienia sprawiło, że niechętnie zatrzymałem się.To jest ostatnia osoba z jaką teraz chciałbym rozmawiać.Gdy dziewczyna do mnie dobiegła, nie zamierzałem się odzywać jak pierwszy.
-Przepraszam.-Spuściła głowę w dół.Wiedziałem, że się denerwuje.Bawiła się nerwowo palcami.
Najchętniej powiedziałbym jej, że nic się nie stało, że wszystko jest okej....ale nie potrafię.Znamy się bardzo długo.Myślałem, że nie jestem jej obojętny.
-Spoko.-Rzuciłem na odczepne i ruszyłem tam gdzie szedłem wcześniej
-Spoko?-Blondynka nagle nabrała pewności siebie i ruszyła za mną-Przepraszam Cie, a nawet nie wiem o co jesteś na mnie taki zły, a potem mówisz mi zwykłe ,,spoko''?!
-Coś jeszcze?Śpieszy mi się....-Pierwszy raz chciałem, żeby już sobie poszła.Pierwszy raz byłem taki zimny wobec niej.
-Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi!
Ze łzami w oczach pobiegła w przeciwną stronę.Chciałem ruszyć za nią, ale nie mogę pokazać, że jestem miękki.Z drugiej strony, serce mi się kruszy, gdy wiem, że ona płacze........i to jeszcze z mojej winy.
Nagle mój telefon zawibrował.Wyciągnąłem go z moich spodenek do kolan i odczytałem wiadomość.

Od: Deny
Czekamy na Ciebie.....Długo jeszcze?

Do: Deny
Jestem za rogiem.

Przyspieszyłem trochę i już po chwili widziałem boisko, na którym stał Wrzosek, Daniel i kilku chłopków z naszej szkoły.Co jakiś czas robimy sobie takie jakby zawody.Gramy w nogę klasa na klasę albo po prostu ustalamy sobie drużyny.Fajna sprawa.

***


Zbliżała się godzina dwunasta w nocy, a Pauli nadal nie było.Nie mamy z nią dobrego kontaktu, ale dziewczyny jak zwykle zaczynały panikować.Martwiły się, choć ona by nawet palcem nie kiwnęła, gdyby, którejś z nich coś się stało.
-Może coś jej się stało?!
-Może ktoś na nią napadł!?
-Może upadła, złamała nogę i leży gdzieś na ulicy!?
Tego nie da się słuchać.Wstałem z kanapy w salonie i bez słowa ruszyłem do swojego pokoju.Miałem nadzieję, że przynajmniej tam zyskam trochę spokoju....ale nie.Dominika podreptała za mną i jęczała, że trzeba szukać brunetki.
-No i po co?-Zmierzyłem ją zdenerwowanym wzrokiem-Nie będę pomagał Wam jej szukać!Ona jest wredna i widzi tylko czubek własnego nosa!
-Dawid, zrozum, że mimo wszystko martwię się o nią razem z Julką.-Herman usiadła koło mnie i zrobiła słodkie oczka-Pójdziesz ze mną poszukać jej?
-Nie!
Wstałem z miejsca i wyszedłem do korytarza.Włożyłem buty i zgarnąłem bluzę z wieszaka.Gdy chwyciłem za klamkę, zatrzymał mnie głos Denego:
-Gdzie idziesz?
-Przejść się.-Odpowiedziałem-Będę za jakąś godzinę.
Nie chcąc zostać zatrzymanym przez przyjaciół szybko wyszedłem za drzwi.Odetchnąłem z ulgą i ruszyłem po woli w stronę schodów.Nie mam pojęcia, gdzie iść, ale świeże powietrze i spokój dobrze mi zrobią.
Chciałem wyjść z budynku, ale były dwa powody, dla których nie mogłem.Po pierwsze ktoś siedział jak zwykle przy recepcji i pilnował porządku, a po drugie dochodzące światło z miejsca, o którym całkowicie zapomniałem, zaciekawiło mnie. 
Po cichu, tak żeby nikt mnie nie usłyszał, otworzyłem drzwi.Stanąłem na pierwszy schodek prowadzący na dół i zrobiłem to co należało.Zamknąłem za sobą drzwi.Nadal zachowując się cicho szedłem w dół.
Już po chwili usłyszałem cichy szloch.Gdy wyjrzałem zza rogu ujrzałem jak jakaś dziewczyna siedzi na podłodze oparta o kanapę i coś przegląda ze łzami w oczach.Niewielki misio spoczywał na jej skrzyżowanych nogach.Przykry widok.
Gdy podszedłem bliżej, zamurowało mnie.Brunetka nie zauważyła mnie, gdyż stałem za nią.Na co dzień jest silną, pewna siebie i pyskatą dziewczyną.W nocy?Gdy zapadł mrok nie wytrzymała.Siedzi skulona i wylewa łzy, który nie potrafi zatamować.Są dla niej ciężarem.Teraz nie może zaprzeczyć, że da się ją złamać.
Nie lubię jej, za to jaka jest....ale widząc ją w takim stanie, nie mogę jej zostawić.
Po woli stanąłem obok niej, a po chwili usiadłem.Brunetka spojrzała na mnie cała mokra od łez.Widziałem w jej oczach ból.Ona była u kresu wytrzymałości.Wiedziałem, że w końcu nie wytrzyma.Nie muszę nawet słuchać tego co ona ma do powiedzenia.Jakaś cząstka mnie wie, że Paula kiedyś odpuści sobie wszystko.
-Proszę...-Jej drżący głos zagłuszył ciszę panującą w pomieszczeniu-Śmiej się, powiedz wszystko.Że mnie nienawidzisz, że cieszysz się z mojego nieszczęścia.....z mojego pecha w życiu.-Kręciła głową i patrzyła na mnie, a łzy spływały po jej twarzy jak wodospad
-Paula....
-Powiedz to!-Podniosła głos, a jej pięść zacisnęła się na pluszowym misiu.Chciałem ją jakoś uspokoić.Nie lubię, gdy dziewczyny płaczą...nawet ona.
Spojrzałem na jej roztrzęsione dłonie, a moją uwagę przykuło pudełko leżące obok brunetki.Wyciągnąłem rękę przed siebie i chwyciłem jedno ze zdjęć.Przyglądałem się fotografii przez dłuższy czas.
Facet z roześmianą twarzą, ramieniem zapewniał bezpieczeństwo swojej rodzinie, zaś kobieta z przyjemnością miała przymknięte oczy.Jej głowa była uchylona do tyłu, aby promienie słońca głaskały jej delikatną cerę.Między nimi stała ona.Dziewczyna, która dziś rujnuje wszystkim życie, a kiedyś biegała po pięknym ogrodzie i bawiła się ze swoją rodziną.
-To moja mama.-Brunetki głos wyrwał mnie z myśli.Paula patrzyła na fotografię i lekko się uśmiechała.
-Jest piękną kobietą.-Przyznałem, ciesząc się iż Paula minimalnie się uspokoiła, a jej głos nie był taki oschły jak zawsze.Był znacznie łagodniejszy i przyjemniejszy.
-Była.
-Ona....?
-Tak.-Przerwała mi szybko-Ale nie chcę o tym rozmawiać.
-Rozumiem, to musi być dla Ciebie ciężkie.-Położyłem dłoń na jej ramieniu, a jej wzrok szybko powędrował na mnie.Jakby bała się, że zaraz stanie się jej krzywda.
-Gdybyś potrzebowała się wygadać albo jakiejkolwiek pomocy to pamiętaj, że zawsze jestem obok.
Jej wzrok złagodniał, stał się delikatny.Nigdy jej takiej nie widziałem.Była zagubiona.Nie wiedziała czego chce.Błądziła wzrokiem szukając odpowiedzi, której nigdy nie znajdzie.Nikt poza nią jej nie udzieli.
-Nie mów o tym nikomu.-Poprosiła spuszczając głowę na swoje palce
-Nasza mała tajemnica?-Zapytałem z uśmiechem.Spojrzała na mnie i odwzajemniła gest.Wiedziałem, że ten uśmiech jest szczery.Chciałbym widzieć taki zawsze.
-Tak.

Paula POV:

Nie umiem wytłumaczyć mojego zachowania.Czułam się jakby ktoś przeją nade mną kontrolę.Brak kontroli.Nie byłam sobą.
A Dawid?On......był inny.Spojrzał na mnie z taką troską jaką kiedyś patrzyła na mnie mama.Ruszyło to mną.To kolejny dowód na to, że każdy czasem się zainteresuje jak ja się czuję.Każdy oprócz ojca.Nie umiem z tym walczyć.Został mi tata, któremu obojętne jest to, czy w ogóle żyję.

Od Autora:
13 komentarzy......wow, bardzo dziękuję! <3 Mam nadzieję, że będzie tak dalej ;)
Dziś rozdział trochę krótszy od poprzednich.Przepraszam, nie miałam w ogóle czasu, aby bardziej go tam jakoś rozpisać.Mimo to myślę, że spodobał się Wam, co? :D
Jak myślicie?Od tej pory zmieni się coś między Dawidem, a Paulą? ;D
Ps.Znacie jakieś książki warte przeczytania?Albo blogi! :D Jeżeli znacie to podajcie tytuły książek.A jeżeli to blog, który polecacie to zostawcie linka ;)
Dziękuję za 13 komentarzy! ♥
czytasz=komentujesz=motywujesz=szybsze dodanie rozdziału

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 4

,,Pewnego dnia ktoś przytuli Cie tak mocno ,że wszystkie
 Twoje rozbite kawałki zbiorą się do kupy."

Dawid POV:

Nie potrafię tego zrozumieć.Myślałem ,że jest inna ,a tymczasem zraniła mnie.Tylko skąd wiedziała o moich uczuciach?Nigdy nie dawałem jej takich znaków ,starałem się z tym kryć.Nie wiem co wstąpiło w tą dziewczynę.Muszę odpocząć.Skoro ona znalazła tego jedynego ,to może nie będę tego niszczyć?Odsunę się na bok i dam jej uciec.......I tak między nami niczego nie było.Zawsze byłem dla niej tylko przyjacielem.
Teraz mam większy problem.Pieniądze zniknęły ,a już dziś mamy zapłacić za wynajem mieszkania.Nie wiem co teraz będzie.Nikt z nas nie ma tylu pieniędzy w tym momencie.Jesteśmy już straceni.
Z rękoma pod głową leżałem na łóżku w swoim pokoju i rozmyślałem nad wszystkim.Ściany zdawały się ciekawsze ,a wszystko wokół traciło blask.Nie było takie kolorowe.Gdy byłem małym chłopcem myślałem sobie -'Rodzice tylko tak straszą.Życie nie jest trudne.'.Teraz czasem jedyne o czym marzę to wrócić do rodziców ,do Gorzowa i zapomnieć o wszystkim.Problemów z dnia na dzień jest coraz więcej.Mnożą się jak za pomocą rzuconego czaru.
Błądziłem po całym pomieszczeniu.Wzrokiem zatrzymałem się na instrumencie stojącym w kącie.Z uśmiechem przypomniałem sobie jak brat mi ją podarował.Ta gitara jest w naszej rodzinie ''poprawą humoru''.Tak ją kiedyś nazywaliśmy.Gdy się smuciłem ,mój brat ,Michał ,przychodził do mnie do pokoju i grał mi różne piosenki.Miałem zaledwie osiem lat ,ale pamiętam to jakby było wczoraj.
Ułożyłem sobie gitarę na nogach i oparty o ścianę zacząłem na niej coś grać.Nigdy nie chciałbym być wielką gwiazdą ,mimo to kocham muzykę.To jest niesamowite jakie emocje można przekazać dzięki instrumentowi.Zawsze wspierałem brata w tym co robi ,dalej go wspieram.

Paula POV:

Dobrze jest
Jeżeli w życiu widzisz głębszy sens
Jeżeli robisz coś ze wszystkich sił
Byś dobrze żył

Wyszłam z pokoju i szłam za melodią i głosem.Rozglądałam się po całym mieszkaniu i nic nie dostrzegłam.Myślałam ,że jestem w tu sama.

Dlatego poddaj się
Pragnieniu ,które w Twoim sercu jest
Pokusie odkrywanej raz po raz
Na jakiś czas

Gdy odnalazłam drzwi ,z których wylatywał ten czarujący głos....zatkało mnie.Nie sądziłam ,że on umie śpiewać.Przystanęłam przy zamkniętych drzwiach i przysłuchiwałam się słowom wychodzących z jego ust.

Nasze życie będzie jak poemat
Trzeba tylko znaleźć dobry temat
Trzeba się odnaleźć w każdej chwili
Trzeba być

Słysząc te wysokie dźwięki przymknęłam oczy.Czułam jak się rozpływam.Nie umiem tego opisać.Co ten głos ma w sobie?Coś co odrywa Cię od szarej rzeczywistości...

Tyle jeszcze drogi jest przed nami
Z tym ,że trasę wyznaczymy sami
Po co dalej w miejscy tkwić
Trzeba żyć

Melodia zamilkła ,a zaraz również Dawid.Otworzyłam po woli oczy.Przez chwilę wpatrywałam się w drzwi.Weszłam szybko do kuchni ,gdyż zdałam sobie sprawę ,że on w każdej chwili może z tamtąd wyjść.

***

Plan wcielał się w życie.Sandra działała już według ustalonych punktów.Z tego co wiem moja -mam nadzieję ,że do tego nigdy nie dojdzie- ''siostra'' gdzieś poszła.Teraz jeszcze ,aby czekać na dziewczynę mojego taty.Umówiłam się z nią na godzinę piętnastą ,a tymczasem spóźnia się już dziesięć minut!
Po kolejnych pięciu minutach ujrzałam kobietę jak idzie w moją stronę pośpiesznym krokiem.Nie mogę jej teraz w żaden sposób zniechęcić.
-Dzień dobry.-Przywitałam się ze sztucznym uśmiechem ,ale kobieta tego nie wyczuła
-Dzień dobry.Przepraszam za spóźnienie.Musiałam załatwić coś po drodze i...
-W porządku.-Przerwałam szybko ,czując jak się zaczynam denerwować-Możemy jeszcze zajść teraz do domu?Może tata się z nami wybierze?
-Jasne!-Ucieszyła się .....Ewa?Tak jej na imię ,prawda?

***

Bez pukania weszłyśmy do domu.Przedtem poprosiłam Ewę ,abyśmy weszły tam bardzo cichutko ,aby ''zrobić mu niespodziankę''.Idąc przez wielki salon prosto do kuchni uśmiech sam mi się cisną na twarz.Gdy weszłyśmy do pomieszczenia ,od razu zaczęłam grać.W duszy piszczałam ze szczęścia!Mina Ewy ,gdy zobaczyła mojego tatę całującego się z Sandrą była bezcenna.
-Ty cholerny dupku!-Wrzasnęła załzawiona kobieta-Jak możesz!
Sandra szybko odskoczyła od mojego ojca i po kryjomu puściła mi oczko.Ojciec był nieźle wkurzony ,widać to po nim gołym okiem.
-Ewa...daj mi to wytłumaczyć.-Zaczął się tłumaczyć ,podchodząc do blondynki-To nie było tak.Ona...
-Nie obchodzi mnie to!Z  nami koniec!Rozumiesz!
-Ewa...
Nim się obejrzałam ręka blondynki mocno zderzyła się z policzkiem mojego taty zostawiając na nim czerwony odcisk.Razem z Sandrą przyglądałyśmy się temu z boku i czekałyśmy na dalsze efekty naszego planu.
-Paula postanowiła mnie lepiej poznać specjalnie dla Ciebie!A Ty co?!Puszczasz się na lewo i prawo!-Emocje jakie nad nią panowały były zadziwiające ,aż straszne-Jeszcze dziś wprowadzam się stąd razem z Karolinką!
-A co ze szkołą?-Zapytał ostrożnie ojciec ,masując obolałe miejsce-Przecież nie może opuszczać zajęć.
-O to się nie martw!
Ewa wyszła z domu trzaskając drzwiami.Tata spojrzał na Sandrę i zaczął krzyczeć na nią jak jakiś popapraniec.Nie mogłam siedzieć bezczynie i na to patrzeć.Zaczęłam ją bronić:
-Ona nie jest niczemu winna!Nie musiałeś jej całować!Chyba powinieneś zdawać sobie sprawę z tego ,że jesteś w związku!
-To nie ja ją pocałowałem!-Bronił się zawzięcie tata
-Jasne... sama Ci się do ust przykleiła.-Zakpiłam sobie z niego ,chociaż byłam pewna ,że tak właśnie było-Wysyłasz mnie Bóg wie gdzie ,żeby za wszelką cenę zmienić mnie ,a tymczasem popełniasz wielki błąd krzywdząc kogoś.
Odepchnęłam się rękoma od blatu i przechodząc koło Sandry pociągnęłam ją za nadgarstek ,żeby poszła za mną.Gdy wyszliśmy na zewnątrz i znaleźliśmy się z dala od naszej posiadłości zaczęłam się uśmiechać pod nosem.
-I jak całuje mój tatuś ,co?-Zaśmiałam się ,spoglądając na Sandrę
-Nie najgorzej.-Puściła mi oczko i również się zaśmiała-Ta kobieta nie źle się wnerwiła.Jak myślisz wybaczy mu?
-Coś Ty!Nigdy mu tego nie wybaczy ,a jeżeli to zrobi to jest głupsza niż myślałam.
-Dobra jeszcze się zgadamy jakoś ,ale teraz muszę uciekać.-Przytuliła mnie na pożegnanie-Informuj mnie na bieżąco o tym co się dzieje.
-Jasne ,czeeść.
-Do zobaczenia.-Pomachała mi odchodząc.

***

Dochodziła godzina dwudziesta ,a moich współlokatorów nie było.Nie wszystkich.Dawid krzątał się po kuchni ,a Daniel coś oglądał.Reszty nie ma już od rana.
Pukanie do drzwi nie ustawało ,a chłopaki chyba nie zamierzali się pofatygować by je otworzyć.Wstałam z łóżka w swoim pokoju i podeszłam do drzwi ,a już po chwili ujrzałam twarz tej przesłodzonej blondynki.
-Czego tu szukasz?-Rzuciłam oschle ,patrząc na nią obojętnie
-Przyszłam do Dawida.-Odparła nie pewnie-Jest?
-Słyszałam o tym co zrobiłaś...-Westchnęłam teatralnie ,dziewczyna spojrzała na mnie nie widząc o co mi chodzi-Dawid!Do Ciebie!
Brunet wyjrzał zza framugi.Najpierw spojrzał na mnie ,po chwili jego wzrok spoczywał na blondynce.Widziałam w jego oczach smutek.Ucieszyłam się ,że to dzięki mnie ,ale w tym momencie stałam z obojętną miną.
-Co Ty tu robisz?-Zapytał podchodząc do nas ,zatrzymał się koło mnie i patrzył na Laurę z wyrzutem.Chciałam ich zostawić ,ale strasznie mnie ciekawiło jak potoczy się ich rozmowa.
-Chciałam porozmawiać.
-Rozmawiamy.-Wzruszył ramionami 
-Dlaczego jesteś taki nie miły?
-Zdaje Ci się.Jestem po prostu zmęczony.-Dalej grał obojętnego.Teraz to go podziwiam.Wiem jak naprawdę się czuje.Jest w rozsypce.
-Czym?-Na twarzy Laury wymalowało się zmartwienie
-Tobą.-Powiedział patrząc jej prosto w oczy ,a mnie aż zamurowało.Blondynkę chyba też.Stała nieruchomo i przyglądała się w szoku Dawidowi.-Dajesz mi nadzieje ,a potem pokazujesz jak bardzo masz mnie w dupie.
-O czym Ty mówisz?-Jedna łezka spłynęła po jej policzku robiąc mokry ślad
-Widziałem Cię.Zrobiłaś to specjalnie ,żeby mnie zranić.
Zapadła cisza.On był wściekły i smutny jednocześnie.Ona nic nie rozumiała co się dzieje ,a ja stałam i przyglądałam się im uważnie.Dawid przerwał ciszę jako pierwszy:
-Nie spotykajmy się już więcej.Tak będzie najlepiej.Cześć.
Zamkną jej drzwi przed nosem i udając silnego udał się do kuchni.Wrócił do swojego zajęcia ,a ja weszłam do swojego pokoju i zaczęłam uśmiechać się jak głupia.

***
(kilka dni później)

Wstałam dość wcześnie.Obudziła mnie głośna rozmowa dochodząca podajże z kuchni.Przetarłam twarz i po woli wstałam na nogi.Wchodząc do kuchni od razu wyczułam nie miłą atmosferę.Przysłuchiwałam się ich rozmowie i jednocześnie robiłam sobie śniadanie.Z tego co mówią wywnioskowałam ,że dziś ma przyjść chyba mój tata i rozliczyć się z nimi za dwa miesiące wynajmowania tego mieszkania.I co najlepsze?Nadal nie mają kasy!
Rozległo się pukanie do drzwi ,a Dominika szybko pobiegła je otworzyć.Już po chwili wróciła z moim ojcem.
-Dzień dobry.-Przywitali się wszyscy grzecznie oprócz mnie
Starałam się wyczytać z twarzy mojego ojca jak się czuję.Chcę ,żeby cierpiał.Tak jak ja ,gdy o mnie zapominał mimo mojej obecności.
-Dzień dobry dzieciaki ,chyba wiecie po co przyszedłem?-Spojrzał na moich współlokatorów.Po ich minach wiedziałam ,że są spięci.Że się boją.
-Jak się czujesz tatusiu?Wszystko w porządku?-Zapytałam złośliwie i nie próbowałam tego ukryć
-Z Tobą porozmawiam później.Wiem o wszystkim.
Moje oczy zaczęły przypominać z wielkości złotówki ,a kanapka ,którą właśnie przeżuwałam zaczęła mi utrudniać oddychanie.
-Ale o czym ty mówisz?-Udawałam niewiniątko ,po tym jak już zaczerpnęłam powietrza
-Dobrze wiesz...-Widziałam po jego tonie głosu ,że jest wściekły ,ale nie chce pokazać tego przy tych inteligentach.-A teraz wyjdź ,musimy załatwić formalności.
Zeskoczyłam z blatu i wyszłam z kuchni.Założyłam buty po czym ulotniłam się z tego mieszkania.Zaczynam się obawiać ,że ojciec dowiedział się o tej całej akcji ze ''zdradą''.

***

-Więc o czym chciałeś porozmawiać?-Wyjrzałam przez okno.Czułam jego zimne spojrzenie na moim ciele.Jest wściekły.
-Słyszałem jak dwa dni temu gadałaś z tą dziewczyną co była u nas ostatnio w domu.Wiem o wszystkim.-Zawód w jego głosie ,ból w oczach i twarz mówiąca ''Stawiasz mur między nami'', była ciężka dla mnie.Pierwszy raz od bardzo dawna wiem co to jest poczucie winy.
-Ona nie zastąpi mamy.
-Zdaję sobie z tego sprawę.Wiem ,że Tobie nie jest łatwo odnaleźć się w tym wszystkim ,ale chociaż spróbuj.-Poprosi łagodnie
-Nie.-Rzuciłam stanowczo ,odkręcając się nagle w jego stronę.-Nie mam już rodziny ,rozumiesz!?Kiedy mama umarła, Ty także odszedłeś!-Wyrzuciła to z siebie.-Pamiętasz jaka byłam kiedyś?Grzeczna ,bez problemowa ,sympatyczna....zapomnij o tamtej wersji mnie.To Ty ją zniszczyłeś!-Ta sytuacja mnie coraz bardziej denerwowała.Potrzebuję się rozładować.
-Paula....
-To był ten powód wyrzucenia mnie z domu?!-Zapytałam ,chce znać odpowiedź na wszystkie pytania jakie siedzą mi w głowie odkąd tutaj jestem.
-Co?-Udawał, że nie wie o co chodzi
-Nienawidzę Cie!-Zerwałam się z łóżka w moim pokoju-Nawet teraz nie powiesz mi prawdy!Nie chcesz mnie skrzywdzić?Tylko wiesz co?No to już jest chyba za późno!
Szybko opuściłam pokój.Zakładając buty, czułam jak cała paczka moich współlokatorów mierzy mnie wzrokiem.Czułam się teraz okropnie!Panowały nade mną silne emocje ,a oni to chyba wyczuli.
Wyszłam z domu trzaskając drzwiami.Ruszyłam przed siebie.Nie wiedziałam gdzie teraz pójść.Nie chciałam z nikim rozmawiać.Nie lubię zwierzać się ze swoich problemów ,ale wiem ,że czasem trzeba to zrobić.Inaczej w nich zginiemy.

***

Samotność nie jest mi obca.Lubię sobie posiedzieć i pomyśleć w samotności.Każdy człowiek tego potrzebuje.A może nie?Może tylko ja tak mam?
Nie jestem łatwą dziewczyną ,prawda.Są różne zdania o mnie.Czasem dobre....częściej złe.Mimo to jestem jaka jestem.Nie ma niczego ani nikogo kto mógłby zmienić mnie.Niewykonalne.
-Czasem w życiu są gorsze chwile ,nie zawsze jest kolorowo.
Znany mi głos wyrwał mnie z myśli.Nie odwracałam się.Czekałam aż odpuści sobie rozmowę ze mną i pójdzie.Nie stało się nic z tego co chciałam.Dziewczyna usiadła obok mnie na trawie i tak jak ja, wpatrywała się w taflę wody.
-Słyszeliśmy Twoją rozmowę.-Rzekła przerywając ciszę
Spojrzałam na nią emocjonalnie.Chciałam na nią nakrzyczeć i tym samym rozładować tą adrenalinę buzującą w mojej krwi.Otworzyłam usta ,żeby pierwsze niemiłe słowa wyleciały z mojej buzi ,ale szybko odwróciłam głowę przed siebie.
-Nic nie rozumiesz.-Spuściłam wzrok
-To Twój tata..-Wiedziałam ,że Dominika chce mi ,tylko pomóc ,ale nie chciałam z nią o tym gadać.Z nikim.
-Od dawna nim nie jest.-Westchnęłam ciężko mierząc się z prawdą
-Dlatego taka jesteś?
-Co?-Spojrzałam na nią przymrużając oczy.Wiedziałam do czego zmierza ,ale nie lubię o tym gadać.Ta zmiana zaszła niezauważona.
-Boisz się ,że ktoś Cie kiedyś skrzywdzi.Nie ufasz ludziom ,bo....
-Nie Twoja sprawa!-Przerwałam jej szybko-Jestem taka ,bo to on do tego doprowadził!Miłość dostawałam tylko od mamy!Jego nie ma przy mnie od dawna.-Lekko uniosłam głos
-Pewnego dnia ktoś przytuli Cie tak mocno ,że wszystkie Twoje rozbite kawałki zbiorą się do kupy.

Od Autora:
Czuję ,że Was tracę :(
Ja już nie robię tego tylko dla siebie ,robię to również dla Was.Jestem zadowolona ,że pod poprzednim rozdziałem było 10 komentarzy ,ale smuci mnie jeden fakt.Jest Was o wiele więcej.Wiem to doskonale.Proszę ,aby każdy kto czyta tego bloga komentował rozdziały.To dla mnie niezmiernie ważne!
Po prawej stronie znajduje się ankieta.Proszę ,aby ją wypełnić.
Pamiętacie jeszcze o asku?Jeżeli macie jakieś pytania do mnie lub do bohaterów opowiadania to zapraszam :) --> http://ask.fm/KwiatStory2
czytasz=komentujesz=motywujesz=szybsze dodanie rozdziału